W Chyrowie na Ukrainie czas zatrzymał się dawno temu

Czytaj dalej
Fot. Norbert Ziętal
Norbert Ziętal

W Chyrowie na Ukrainie czas zatrzymał się dawno temu

Norbert Ziętal

U nas życie jest ciężkie. Nie ma pracy, mało jest młodych, a tych, którzy są zabierają na wojnę - żali się starsza mieszkanka Chyrowa na Ukrainie tuż przy polsko - ukraińskiej granicy.

Całkiem fajnym szynobusem, nowoczesnym, polskiej produkcji jedziemy z przygranicznych Niżankowic do Chyrowa. Luksus. Wygodne siedzenia, monitoring, w toalecie woda uruchamiana elektronicznym przyciskiem. XXI wiek. Uprzejmy konduktor, pomaga nam wdrapać się do pociągu. Warunki polowe, ale nie narzekamy, bo inne nie mogą być. To chyba jeden z niewielu pociągów na świecie, który odjedzie z „zielonej granicy”.

Przepiękne krajobrazy Chyrowa powinny ściągać turystów

Dzięki ogromnemu zaangażowaniu społeczników z inicjatywy linia102.pl udało się otworzyć zamkniętą przez lata na głucho bramę na torach, na polsko - ukraińskiej linii granicznej. Granicę pokonaliśmy drezyną kolejową, pierwszy raz od ponad 20 lat tymi torami przejechał pojazd kolejowy. Kilkadziesiąt metrów dalej czeka na nas szynobus. Nie na stacji, lecz w szczerym polu, ale tak właśnie chcieliśmy. Jedziemy z „kolejowym św. Mikołajem” do dzieci z Chyrowa i okolic.

Za oknami przelatują przepiękne krajobrazy. Rzędy domów, a w tle wysokie wzgórza. Prawie, jak w górskich kurortach.

- Mogliby zarabiać niezłe pieniądze na turystach - słychać co chwilę.

Za oknami widać również ukraińskie domy. Niezbyt bogate obejścia, niektóre w ruinie, sporo drewnianych.
Z zachwytu nieco wyprowadza nas stacja w Chyrowie. Z nowoczesnego szynobusu z trudem wysiadamy, czy raczej wyskakujemy na wąski peron. Ma może z metr szerokości. Za to dworzec piękny, pamiętający jeszcze czasy, gdy była tutaj Polska. Na zewnątrz i w środku wyremontowany.

Komis z mlekiem, w mobilnej budzie „Imperium Snów”

Obiektem, który budzi największe zaciekawienie gości z Polski jest stara przyczepa campingowa, już bez kół, przerobiona na „Imperium snu”. Fioletowe napisy reklamowe zachęcają do czegoś w rodzaju spokojnego, wręcz romantycznego snu. Nie za bardzo wiemy o co chodzi. Buda bardziej wygląda na tani, przydworcowy bar.

Na niewielkiej półeczce na zewnątrz stoi kilka, półtoralitrowych, plastikowych butelek PET. W środku jest mleko. Jakaś kobieta przychodzi z kolejną, zamienia słowo z kimś ze środka budy i ustawia swoją butelkę na półce obok innych.

O co chodzi?

- To takie miejsce, w którym odbywa się handel swoim mlekiem. Ktoś ma krowę i zostaje mu mleko, to tutaj daje. A kto potrzebuje, ten kupuje. Teraz jest duży mróz, więc mleko może stać na zewnątrz - objaśnia ktoś miejscowy.

- A co to ma wspólnego ze snami? - dociekamy.

- A tego, to nie wiem - również nasz rozmówca również jest zdziwiony. - Może buda została po jakimś poprzednim biznesie? - głośno się zastanawia.

Chyrów, pomimo, że znajduje się w niewielkiej odległości od polsko - ukraińskiej granicy, na południe od Przemyśla, to jednak zupełnie inna miejscowości niż choćby Mościska, również kilkanaście km od granicy z Polską, na wschód od Przemyśla, ale przy trasie do Lwowa.

Kolorowe sklepy, jak piękne bombki na poszarzałej choince

W Chyrowie widok przygnębiający. Tuż przy stacji kolejowej ruiny jakiś murowanych zabudowań. Może był tutaj zakład? Może baza przeładunkowa?

Domy przeważnie zaniedbane, sporo drewnianych, choć są również murowane budynki, po których widać, że ileś lat temu były perełkami. Dzisiaj to odrapane ruiny. Pomimo tego, niemal na każdym domu czy drewnianej chatce antena satelitarna. Na niektórych po kilka.

Gdzieniegdzie ładne sklepy, kolorowe. Wyglądają jak nowe bombki na poszarzałej choince.

Docieramy do sporego ośrodka. Dawniej były to obiekty klasztoru jezuickiego, za czasów ZSRR koszary wojskowe, a teraz „poseł to wszystko kupił i robi ośrodek wypoczynkowy”. Kompleksu pilnują mundurowi.

- U nas duża bieda jest. Dotyka i Ukraińców, i mieszkających tutaj Polaków. Pracy nie ma. Granica jest blisko, ale na niej się nie zarobi, bo nie ma przejścia. Jak nie ma z czego żyć, to młodzi wyjeżdżają. A tych, co nie wyjechali, to wysyłają na wojnę, na wschód - mówi jednak z kobiet.

- Zatrzymaliśmy Moskali. Europa powinna być nam za to wdzięczna, bo gdyby nie my, to Moskale byliby już w Hiszpanii. Zatrzymaliśmy, a teraz ich pokonamy - mówi dziarsko starszy mężczyzna.

Ale kobiety go strofują.

- Stąd wiele ludzi na tę wojnę pojechało i wiele zginęło. Często są u nas pogrzeby poległych ofiar - mówi ze smutkiem jedna z nich.

W wykupionym przez posła ośrodku, przebywają ranni uczestnicy operacji antyterrorystycznej na wschodzie Ukrainy. Tak oficjalnie mówi się w tym kraju o konflikcie na wschodzie.

- Jest tutaj trochę weteranów, ale również dzieci, których ojcowie, albo oboje rodzice polegli na wschodzie. U nas te dzieci dochodzą do siebie. Sierot u nas jest naprawdę sporo, z Chyrowa, okolic, ale również innych regionów Ukrainy - mówi kobieta.

Pojezuicki ośrodek zmienia się. Trwają remonty, część obiektów jest już odnowionych.

- Ubikacja? Tym korytarzem i zaraz będzie - odpowiada grzecznie jakiś chłopiec.

I jest. I to jaka! Czyściutko, błysk. Marmury na podłodze, na ścianach. Nowoczesne umywalki. Długie zasłony na oknach. Chromowane i pozłacane elementy. Trafiliśmy do jakiejś komnaty? Nie, to ubikacja w tym klasztorze, przerabianym na pałacyk. Sala balowa, czy raczej restauracyjna też na najwyższym, choć raczej o bogatym, wschodnio niż zachodnioeuropejskim standardzie.

- Taki luksus nie gryzie się z tą biedą która jest za oknem? - zagaduję Ukraińca. Ten nie odpowiada, chyba nie wie o czym mówię.

Tak dziurawych dróg w Polsce już nie ma

Wracamy. Tym razem samochodem. Mamy dotrzeć do polsko - ukraińskiej granicy w Niżankowicach. Tutaj, za dwa lata ma być wybudowane nowe, polsko - ukraińskie przejście graniczne. Na razie nie ma, ale co jakiś czas, przy jakiś ważnych uroczystościach, obie służby graniczne, polska i ukraińska, zezwalają na tymczasowe odprawy.

Droga w kierunku Polski i Europy coraz gorsza. Dziury tak duże, że kierowca, pomimo niebezpiecznych, zimowych warunków, musi zjeżdżać na pobocze. Im dalej od Chyrowa tym gorzej. Dziury są tak duże, że w Polsce ta droga pewnie byłaby zamknięta, a tutaj normalnie się jeździ.

- Tą drogą chcecie wjechać do Europy? - zagadujemy niby to żartem.

- A czemu nie? - opowiada całkiem poważnie nasz przewodnik.

- Auuu - syczymy raz po raz, gdy nowiutki ford bus wpada w dziurę. Ale ani na kierowcy, ani na przewodniku nie robi to większego wrażenia. Zniszczy się, to się kupi nowy. Tą drogą, w razie otwarcia przejścia granicznego Malhowice - Niżankowice, ma jeździć międzynarodowy ruch.

Niewiele brakowało, aby po II wojnie światowej Niżankowice i Chyrów, a także cała linia kolejowa Przemyśl - Zagórz, ponownie znalazły się w granicach Polski. Takie plany, w 1952 r. miał Józef Stalin. Za te ziemie chciał zabrać Polsce gospodarczo cenniejsze okolice Hrubieszowa, w dzisiejszym woj. lubelskim. Śmierć tego sowieckiego zbrodniarza w 1953 r. spowodowała zaniechanie planów.

Norbert Ziętal

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowiny24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.