W katastrofie w Mielcu zginął 43-latek i jego 16-letni syn, mieszkańcy woj. śląskiego

Czytaj dalej
Fot. Jakub Zegarliński
Beata Terczyńska

W katastrofie w Mielcu zginął 43-latek i jego 16-letni syn, mieszkańcy woj. śląskiego

Beata Terczyńska

Do tragedii doszło w piątek przed godz. 8 rano. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że awionetka, która miała międzylądowanie w Mielcu, podczas startu, wzbiła się w powietrze, a chwilę później spadła. Tuż za ogrodzeniem lotniska.

Maszyna stanęła w płomieniach. Samolot uległ niemal doszczętnemu zniszczeniu. Wewnątrz były dwie osoby: ojciec i syn, mieszkańcy województwa śląskiego. Niestety, nie przeżyli wypadku.

Na miejscu pracowali policjanci, strażacy, prokurator. Powiadomiono także Państwową Komisję Badania Wypadków Lotniczych.

Czy można wstępnie określić, co było przyczyną tragedii na mieleckim lotnisku?

- Z oględzin i informacji zebranych na miejscu zdarzenia mogę powiedzieć, że najprawdopodobniej błąd pilota podczas procedury startowej - mówi prokurator Andrzej Dubiel, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu. - Stracił on panowanie nad maszyną, która runęła na ziemię.Dodaje, że na ostateczne ustalenia co do przyczyn wypadku, trzeba jeszcze poczekać.

Jeden z naszych internautów pisze, że widział całe zdarzenie. Wyglądało to jak lot pikujący.

- Straszne. Samolot spadł centralnie dziobem w dół. Po minucie był wybuch paliwa i wszystko się spaliło, oprócz ogona.

Oględziny trwały wiele godzin.

- Zabezpieczona została dokumentacja, z której wynika, że pilot miał wszelkie uprawnienia do kierowania tego rodzaju samolotami oraz wszystkie zgody związane z lotem - dodaje prokurator Dubiel.

To nie pierwszy taki dramat na Podkarpaciu. Przed rokiem awionetka runęła na ziemię kilka kilometrów od krośnieńskiego lotniska. Zginęli pilot i pasażer.

- Widziałem ten samolot przez szybę auta - opowiadał nam świadek zdarzenia. - Według mnie był jakieś sto metrów nad ziemią. Leciał poziomo i nagle z tego płaskiego lotu poszedł pionowo w dół, jakby się przekręcił i w ułamku sekundy i uderzył w ziemię. - Wyskoczyłem z auta z gaśnicą i ruszyłem biegiem na ratunek przez rzepakowe pola. Niestety, awionetka stała w ogniu, buchały płomienie, pilot i pasażer nie ruszali się.

Beata Terczyńska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowiny24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.