Towarzysz Lenin ma się dobrze w kapiącej bogactwem Moskwie [ZDJĘCIA]

Czytaj dalej
Fot. Norbert Ziętal
Norbert Ziętal

Towarzysz Lenin ma się dobrze w kapiącej bogactwem Moskwie [ZDJĘCIA]

Norbert Ziętal

Rosja komunistyczna i Rosja kapitalistyczna symbolicznie spotykają się na Placu Czerwonym w Moskwie. Mauzoleum Lenina i grób Stalina stoją zaledwie kilkadziesiąt metrów od opływającego luksusem Głównego Domu Towarowego.

Mieszkamy w hostelu na terenie Parku Patriot w Kubince, ok. 60 km od Moskwy. Luksusów nie ma, ale jest czysto, są ubikacje, umywalki, prysznice. W tych ostatnich w ścianach są tylko baterie, ktoś poodkręcał węże i słuchawki.

- Jak to nie ma węży? - dziwi się ktoś z obsługi. - Wystarczy odnaleźć tego Azera, który zna Czeczena, który ma i wypożycza węże i słuchawki - tłumaczy.

„Rosja to nie kraj, to stan umysłu” - to zdanie będzie nam często towarzyszyć w Moskwie.

Nazajutrz czeka nas rekonstrukcja historyczna Operacji Brusiłowa z czasów I wojny światowej. Mundury szykuje ponad 350 rekonstruktorów z 10 państw. Trwają ostatnie przygotowania, rozmowy. Im później tym większy nacisk na słowo „rozmowy”.

Jedzie generał, a tłum wiwatuje w euforii, przy muzyce z Bonda

- Oficjalnie ja tego nie wiem i nawet nie śmiem przypuszczać, ale na nasze widowisko przyjedzie jutro wiceszef sił lądowych Rosji, gen. Aleksandr Lencow. A my będziemy bardzo zaskoczeni - oznajmia nam jeden z organizatorów.

Po co taka maskarada? Dowiemy się jutro.

Zaczyna się przedstawienie. Najpierw pokaz cyrkowców z Moskiewskiej Szkoły Filmowej, którzy potrafią wyprawiać cuda podczas jazdy konno. Potem swoje umiejętności prezentują rosyjscy komandosi. Przy rosyjskim rocku i muzyce z filmu o przygodach... Jamesa Bonda, amerykańskiego superszpiega.

W oddali widać zbliżająca się kawalkadę limuzyn. Z niebieskimi „kogutami” na dachach. Jeszcze chwila i konferansjer, głosem drżącym z emocji ogłasza, że na widowisko przyjechał generał. Kilkutysięczny tłum widzów wiwatuje. Co za niespodzianka!

Połowa tłumu to mundurowi. Od kilkuletnich kadetów szkolnych, poprzez wyjątkowo ładne dziewczyny upchane w wojskowe uniformy, po starszawych dygnitarzy armii. - Z jakiej to formacji? - zagaduje mnie mężczyzna w średnim wieku. Mam na sobie mundur austriackiego artylerzysty. Tłumacze co i jak. Mój nowy znajomy ciągnie temat.

- Wy z Germani?

- Niet, z Polszy - odpowiadam. No i sobie „narobiłem”.

Mój nowy znajomy woła kolegę. Ten na widowisko przyjechał w synem. Znajomy twierdzi, że bardzo lubi Polaków.
Rosjanie chcą sobie robić zdjęcia z rekonstruktorami. Starsi, młodsi, dziewczyny. Podchodzą i pytają o szczegóły austriackiego umundurowania. Gdy dowiadują się, że jesteśmy z Polski, niektórzy kiwają z uznaniem, choć nie wiem, co to ma oznaczać. Inni podchodzą do tego obojętnie, równie dobrze moglibyśmy być Niemcami, Czechami czy Japończykami.

Polskie orzeł, flaga i maciejówki na Pl. Czerwonym

Ani razu nie spotkaliśmy się z objawami choćby najmniejszej niechęci, nie mówiąc o wrogości, z tego powodu, że jesteśmy Polakami. A taki obraz Rosjan podają niektóre ogólnopolskie media i wręcz ostrzegają Polaków, żeby uważali w Rosji na to i nie robili tamtego.

A nasza ekipa z Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej "X D.O.K.", wzmocniona rekonstruktorami z Poznania, Gdańska, Kozienic i innych miejscowości robi sobie pamiątkowe fotografie na Pl. Czerwonym z biało - czerwoną flagą, białym orłem, w austriackich mundurach i czapkach maciejówkach. Nikt nas nie atakuje, nie przegania, wręcz przeciwnie. Turyści proszą o pozowanie do wspólnych fotek.

Smutni panowie z bram kamienic fotografują krajobraz

Pl. Czerwony zaskakuje pustką. Jest trochę turystów, ale tłumów, jak choćby na nowojorskim Times Square, nie widać. A oba miejsca są równie symboliczne. I nawet podobne, bo mamy wrażenie, że Rosjanie nieco próbują naśladować Amerykanów. Nie tylko ta muzyka z Bonda na pokazach komandosów, ale żółte taksówki z czarnymi napisami czy radiowozy policyjne, łudzące podobne do tych nowojorskich.

- Popatrz, fotografują nas - mówi kolega i wskazuje na mężczyznę w skórzanej kurtce, który z bramy kamienicy robi zdjęcia telefonem komórkowym. Takich „turystów” jest więcej w okolicy.

Na placu wymalowane żółte i białe linie. To oznaczenia dla pojazdów, które przejeżdżają tędy podczas słynnych defilad z okazji ważnych świąt. W centralnym miejscu jest mauzoleum Lenina, odgrodzone, pilnowane. Dzisiaj nieczynne, bo piątek, a ono jest otwarte tylko w niektóre dni tygodnia. Za mauzoleum kilka pomników, m.in. Józefa Stalina. Okazuje się, że nadal ma wielu wyznawców. Chyba z tego powodu komunistyczny dyktator nadal ma godne miejsce spoczynku, tuż pod murami Kremla.

Do GUM-u, czyli Głównego Domu Towarowego, lepiej nie wchodzić z polską pensją w portfelu. Przepych wręcz odrzuca. Hostessa rozdająca próbki perfum nawet nie chce nas obdarować reklamówką zapachu. Jakby czuła, że i tak nie ma szans, abyśmy cokolwiek kupili w sklepie, który reklamuje.

Salon audi tuż przy Pl. Czerwonym. Czemu nie? Nieco dalej są sklepy firmowe ferrari, bentleya, maserati. Skoro są, to na pewno kogoś stać na takie autka, w przeliczeniu na złotówki, za minimum kilkaset tys.

- Prawdziwi bogacze tutaj nie kupują. Oni mają na Rublowce swoje własne salony, tam nikt z zewnątrz nie zagląda. Można na spokojnie obejrzeć najnowszy model i dobrać kolor tapicerki - wytłumaczy mi później Vlad.

W oczy kłuje bogactwo, ale również bieda

Bogactwo kłuje w oczy na moskiewskich ulicach. Ulice miasta, nawet kilkupasmowe obwodnice, są totalnie zakorkowane. Dojazd z centrum Moskwy do oddalonego o nieco ponad 30 km lotniska Szeremietievo, zajmuje prawie trzy godziny. W sznurach aut najdroższe modele mercedesów, BMW, bentleyi, lexusów.

Przy obwodnicach, oprócz ponurych i gigantycznych blokowisk, potężne galerie handlowe. Choćby imponująca Crocus City Mall, w kształcie pałacu. Tutaj zakupy robią rosyjscy bogacze, ale nie tacy, których stać na Rublowkę. Nieco mniejsi. Są też znajome Auchan, Leroy Merlin, Castorama. Ich nazwy pisane cyrylicą wyglądają nieco dziwne. Jest też IKEA. W symbolicznym miejscu w podmoskiewskich Chimkach. Znajduje się tutaj pomnik z metalowych, podświetlanych, zapór przeciwczołgowych. To do tego miejsca, w czasie II wojny światowej, dotarli nacierający od zachodu Niemcy.

W centrum Moskwy nie widać bezdomnych ludzi, nie wałęsają się bezpańskie psy. Jest czysto. Ale Rosjanie boją się. Chyba o wiele bardziej niż Amerykanie, którzy słyną z dbania o bezpieczeństwo. Kontrole bezpieczeństwa, w Polsce znane głównie z wejść do stref zero na lotniskach, w Rosji są o wiele częstsze. Już przy wejściach do terminali lotniczych. Później dokładniejsza do strefy zero. Bramki są także przy wejściach do centrów handlowych.

Dużo się buduje, choćby apartamentowce na Krymie

Sporo się buduje. Tuż przez wjazdem na lotnisko Szeremietievo, reklamy z bilbordów zachęcają do kupna mieszkania w apartamentowcach na Krymie.

Jest też inny obraz Rosji. Do naszego obozu dowieziono właśnie nową ekipę pracowników budowlanych. Samochodem dostawczym z paką przykrytą plandeką. Wysiadło z niego prawie 30 osób, niskiego wzrostu. Azerów lub Czeczenów. Budzą politowanie. Dla nich brak węża i słuchawki w kabinie prysznicowej jest najmniejszym zmartwieniem. Takich ludzi jest w Rosji znacznie więcej.

Norbert Ziętal

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowiny24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.