Żarłoczny niedźwiedź grasuje w Chorzowie k. Jarosławia. Wyżarł miód i zdemolował ule [WIDEO]

Czytaj dalej
Fot. K.Łokaj
Anna Janik

Żarłoczny niedźwiedź grasuje w Chorzowie k. Jarosławia. Wyżarł miód i zdemolował ule [WIDEO]

Anna Janik

Niedźwiedź przychodzi w nocy i demoluje pasiekę stojącą na działce należącej do nadleśnictwa. Producent miodu liczy straty i prosi o pomoc w rozwiązaniu patowej sytuacji.

- Pazury na dachu ula, powyginane pręty zabezpieczające ule stojące na wozie, rozwalone ramki i wygryzione plastry - opowiada Piotr Blajer, producent miodu. - Zębiskami rozgryza styropianowy daszek, a potem zjada wszystko do spodu - ubolewa.

Sieje spustoszenie

Mowa o ogromnym, ważącym prawdopodobnie ok. 200 kg niedźwiedziu, który tak upodobał sobie miód pana Piotra, że bez skrupułów wyżera go prosto z jego uli. Te stoją na działce należącej do nadleśnictwa, a dzierżawionej przez pana Piotra. Skąd się tu wziął, skoro po tej stronie Sanu niedźwiedzie raczej nie występują? Okazuje się, że wiosną z południa w te okolice zawędrowała niedźwiedzica z dwoma młodymi, która już dawno się stąd oddaliła. Za nią przywędrował samiec, który pożywienia szuka teraz na pasiekach.

Ofiarą żarłocznego miśka padło dotąd 11 uli. W każdym mieszka ok. 60 tys. pszczół, które również zjada! Nie gardzi nawet czerwiem, czyli larwami pszczół. To sprawia, że straty są ogromne. Te materialne pracownicy Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska wycenili na 11 tysięcy złotych.

Tyle zostaje z ula, który pada ofiarą niedźwiedzia zadomowionego w lesie niedaleko Chorzowa. Drapieżnik zniszczył ich już 11, wyjadając nawet pszczoły
K.Łokaj

- Ale wiadomo, że mniej pszczół to także mniej wyprodukowanego i sprzedanego miodu - mówi Piotr Blajer. - Ten rok jest naprawdę pechowy, bo już w styczniu dzięcioły szukając pożywienia, wywierciły mi w ulach ogromne dziury, potem susza i teraz jeszcze ten niedźwiedź - załamuje ręce.

Pan Piotr z problemem czuje się pozostawiony sam sobie, bo poza wypłatą odszkodowania RDOŚ nie robi nic, by zapobiec tego typu sytuacjom. O zamontowanie elektrycznego pastucha do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska musi zawnioskować wójt gminy albo nadleśnictwo.

- Obok mojej pasieki 500 metrów dalej jest kolejny pszczelarz, który też lada dzień może mieć straty. Niedźwiedź, który już nauczył się, że ma w pobliżu pokarm, nadal będzie tu przychodził - dodaje pan Piotr. - W tej okolicy jest 6 tysięcy uli, ja sam mam ich ok. tysiąc, więc koszty wypłat odszkodowań będą rosły. Może tego niedźwiedzia należałoby po prostu złapać w jakąś klatkę i wywieźć tam, gdzie nie będzie czynił takiego spustoszenia - dodaje.

Tyle zostaje z ula, który pada ofiarą niedźwiedzia zadomowionego w lesie niedaleko Chorzowa. Drapieżnik zniszczył ich już 11, wyjadając nawet pszczoły
K.Łokaj

Pasieka wędrowna

Gospodarz tłumaczy, że jest właścicielem tzw. pasiek wędrownych. W zależności od tego, jaki rodzaj miodu w niej powstaje, ule „jeżdżą” na spadź w różne miejsca. Rocznie Pan Piotr wytwarza setki litrów miodu m.in. gryczanego, wrzosowego wielokwiatowego, rzepakowego i nawłociowego. Dlatego nie ma jak sam ich ogrodzić albo przenieść w inne miejsce.

- To tak jakby ktoś przyszedł do rolnika i powiedział mu, żeby nie siał tu pszenicy, bo w okolicy grasują dziki - dodaje. - Z niedźwiedziem jest problem, bo jest pod ochroną. I nikt nie czuje się za niego odpowiedzialny - dodaje.

Anna Janik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowiny24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.