Taksówkarz jak spowiednik, choć nie rozgrzeszy
Idzie weekend i... imprezy. Może będzie trzeba korzystać z taksówek. - Najwięcej pracy mamy w sobotnie wieczory i noce - mówi Mateusz Sobański z Gorzowa.
Kto dzisiaj najczęściej korzysta z taksówki?
Zdecydowanie najczęściej jeżdżącymi taksówkami są kobiety. Wiele z nich nie ma samochodu lub mężowie po
prostu zabrali. Tak bynajmniej zawsze mówią, choć naprawdę nie wiem, dlaczego się tłumaczą. Jakby to był jakiś wstyd.
Gdzie najczęściej zamawiane są kursy?
Można powiedzieć, że większość kursów jest na trasie z domu do pracy. No i później powrót. Ale też dzieci oraz młodzież do szkół często dowożę. Są też zamówienia do szpitali i przychodni. W tym kierunku często się wybierają ludzie starsi, ale to zrozumiałe.
W jakich godzinach i w jakie dni jest najwięcej pasażerów?
Bez dwóch zdań najwięcej pracy mamy w sobotnie wieczory i noce. Natomiast jeśli chodzi o pozostałe dni, to poniedziałek i piątek. Wtedy też jest co robić. Są to godziny poranne, około 8.00, ale też w okolicach 15.00.
O czym rozmawia pasażer z taksówkarzem?
Pasażerowie chętnie rozmawiają. Jednak najbardziej "rozwijają się" o pogodzie. Wydaje się to najbezpieczniejszy temat. Ewentualnie o jakiejś ważnej sytuacji lub wydarzeniu, które miało miejsce w Polsce czy na świecie.

Nie zdarza się, że pasażer "się uzewnętrznia", chce wyrzucić z siebie problemy?
Oczywiście, że się zdarza. Bywa, że gdy tylko ktoś wsiądzie do auta, to zaczyna opowiadać po kolei całą historię swojego życia. Słyszałem już przeróżne opowieści. Od spraw łóżkowych do problemów zdrowotnych. Można by było z tego niezłą książkę napisać. Niekiedy jest nieprzyjemnie, ale to w sytuacji, gdy wsiądą nietrzeźwe osoby.
W takim razie można powiedzieć, że taksówkarz to jakby spowiednik.
Można. Tych grzechów i grzeszków słyszałem naprawdę wiele. Niestety, rozgrzeszenia to nie udzielę. Takich uprawnień nie posiada taksówkarz. Ale pewnie komuś jest lżej na duszy, gdy się wyżali.
Jakieś zamówienia typu: zakupy też się zdarzają?
Tak. To mamy na porządku dziennym. Ludzie są teraz wygodni i chcą mieć wszystko dostarczone najlepiej na stół do domu.
A jakieś nietypowe zamówienia?
Oj tak. Czasami to ludzie potrafią zaskoczyć. Można wręcz stwierdzić, że to jakieś fanaberie. Ale jak to się mówi: klient - nasz pan. Dobrym przykładem będzie choćby zamówienie dwóch wypieczonych bułeczek lub zgrzewki wody, którą zawoziłem na
drugi koniec miasta. Mógłbym zrobić całą listę zamówień ekstra, a także tych zdumiewających...
Najbardziej nietypowa historia?
Na szczęście niebezpiecznych zdarzeń nie miałem. Ale ostatnio pomagałem starszej pani na wózku inwalidzkim wyjść z domu, wsiąść do taksówki, żeby pojechać do fryzjera. Bo przecież taksówkarz to też człowiek. Choć tak naprawdę to różne opinie krążą o nas. Czasami przesadzone.