Suraż. Ludzkie kości leżą przy magistracie

Czytaj dalej
Fot. Anatol Chomicz
Tomasz Mikulicz

Suraż. Ludzkie kości leżą przy magistracie

Tomasz Mikulicz

Przechodnie mijają je idąc ścieżką w pobliżu urzędu. Sprawą tego miejsca zajmował się już burmistrz, policja i konserwator zabytków. Jakoś bez efektów. Może sanepid pomoże?

Na spacerze z psem zastał mnie przerażający widok. Zobaczyłam walające się ludzkie szczątki! - napisała nam na Facebooku Czytelniczka.

Przechodziła przez górkę - nazywaną przez miejscowych kurhanem. Parę metrów od urzędu miejskiego w Surażu. - To ziemia należąca do rodziny radnej Haliny Wyszkowskiej - mówi burmistrz Suraża Henryk Łapiński.

Pojechaliśmy na miejsce i zadzwoniliśmy do radnej. - Jakim prawem znajduje się pan na prywatnym terenie? Pytam jakim prawem? - zdenerwowała się. Tyle że teren jest nieogrodzony, a przez jego środek przebiega ścieżka, z której korzystają mieszkańcy.

- I co z tego? - krzyczała radna.

Zaraz na miejscu zjawili się jej mąż, syn i córka. Nie zgodzili się na publikację imion i nazwisk. Też zaczęli rozmowę od tego, że znajdujemy się tu nielegalnie.

- W USA za wejście na teren prywatny właściciel może kogoś zastrzelić. Kto was o tym poinformował? I tak się dowiem! - denerwował się syn radnej.

A jej mąż tłumaczył, że bardzo często przy większych ulewach woda wymywa żwir i na powierzchni widać ludzkie szczątki. - To przecież teren dawnego cmentarza - mówił.

W czerwcu sprawą zainteresowała się policja. - Ciężko tu mówić o bezczeszczeniu zwłok, czyli przestępstwie, które moglibyśmy ścigać. Nikt tych kości specjalnie nie wykopuje - mówi nadkom. Tomasz Krupa, rzecznik komendanta wojewódzkiego policji.

Mąż radnej twierdził jednak, że widział jak czaszkami bawiły się dzieci. - Podejrzewam, że te akurat kości ktoś tu przyniósł, bo nie leżą w tym miejscu, gdzie zwykle są wymywane. Może właśnie dzieci? - zastanawia się.

Często też widuje na tym terenie ludzi z wykrywaczami metali. - Proszę tu spojrzeć. Widać ślady po łopacie. Ktoś musiał kopać - pokazuje.

Krupa mówi, że oskarżeń nie można opierać na domysłach. - Każdy kto zauważy coś niepokojącego powinien jak najszybciej do nas dzwonić - mówi.

W czerwcu na miejscu był zastępca wojewódzkiego konserwatora zabytków Jerzy Maciejczuk. Prosił właściciela terenu, by przysypał kości ziemią. On jednak włożył je do worka i zawiózł na cmentarz. To samo chce zrobić tym razem. Wziął je zresztą gołą ręką i złożył na kupkę. - To nie po chrześcijańsku, by ludzkie szczątki walały się przy ścieżce - uważa Jerzy Maciejczuk.

Problem rozwiązałoby postawienie ogrodzenia. - Już w czerwcu wysłałem pisma zarówno do właściciela ziemi, jak i burmistrza, by teren został zabezpieczony. Zrobię to raz jeszcze - obiecuje Maciejczuk.

A burmistrz dodaje, że właściciel ziemi zarzekał się w czerwcu, że teren ogrodzi. - Jeszcze raz go o to poproszę. Nakazać nie mogę - mówi.

Na początku od męża radnej usłyszeliśmy, że nikt go do niczego nie zmusi. Zaraz jednak dodał, że postawi płot. - Nawet raz to zrobiłem. Ale ktoś go zniszczył - twierdzi.

Zadzwoniliśmy też do wojewódzkiego sanepidu. - Ludzie umierali kiedyś np. na cholerę. Kości na pewno nie można dotykać - mówi Anna Wakuluk.

Obiecała przekazać sprawę do powiatowego sanepidu, który się nią zajmie. - Na razie wystąpimy do właściciela i burmistrza o zabezpieczenie terenu - mówi.

Tomasz Mikulicz

Zajmuję się sprawami miejskimi, m.in.: miejską polityką samorządową, architekturą i ochroną zabytków.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowiny24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.