Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Sprawa Ewy Tylman: Koniec procesu Adama Z. Prokuratura żąda dla niego 15 lat więzienia za zabójstwo. On sam nie przyznaje się do winy

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Norbert Kowalski

Sprawa Ewy Tylman: Koniec procesu Adama Z. Prokuratura żąda dla niego 15 lat więzienia za zabójstwo. On sam nie przyznaje się do winy

Norbert Kowalski

Trwający ponad dwa lata proces dotyczący śmierci Ewy Tylman dobiegł końca. Prokuratura domaga się kary 15 lat więzienia dla Adama Z., którego oskarżyła o zabójstwo kobiety z tzw. zamiarem ewentualnym. Sam mężczyzna prosił o uniewinnienie.

– Zamiast wezwać pomoc i ratować ją, Adam Z. ze strachu wepchnął Ewę do rzeki uznając, że nie poniesie odpowiedzialności. W tej sytuacji nie ma żadnego innego motywu jak tylko strach przed odpowiedzialnością za przebieg wypadków, których oskarżony był uczestnikiem. Adam Z. z pewnością godził się na to, że Ewa Tylman utonie

– mówiła we wtorek w sądzie prokurator Magdalena Mazur-Prus.

Śledczy żądają kary 15 lat więzienia dla Adama Z. oraz obowiązku zapłaty przez niego 100 tys. zł na rzecz rodziny Ewy Tylman.

Zupełnie odmienne stanowisko przedstawiał mecenas Ireneusz Adamczak, obrońca Adama Z.

– Obrona stoi na stanowisku, że oskarżony Adam Z. nie dopuścił się zarzucanego mu czynu - mówił.

Tragiczny wieczór: Adam winny śmierci Ewy?
Noc z 22 na 23 listopada 2015 roku. Ewa Tylman razem z Adamem Z. bawili się na imprezie firmowej w centrum miasta. Po północy oboje wyszli z jednego z klubów i udali się w kierunku mostu Rocha. W jego okolicach zostali po raz ostatni zarejestrowani przez kamery monitoringu. Kilkanaście minut później miejski monitoring zarejestrował już jedynie samego Adama Z. Co dokładnie stało się w tym czasie z Adamem Z.? W tej kwestii stanowiska prokuratury i samego oskarżonego są całkowicie odmienne. Podczas gdy śledczy przekonują od początku, że mężczyzna ma związek ze śmiercią Ewy, on sam przekonuje, że niczego nie pamięta.

Sprawdź też: Najgłośniejsze sprawy kryminalne w Wielkopolsce. Sprawdź, czy je pamiętasz

Faktem jest jednak, że w lipcu 2016 roku ciało Ewy Tylman odnaleziono w Warcie na wysokości Czerwonaka. Zaledwie pół roku później ruszył proces Adama Z., którego śledczy oskarżyli o zabójstwo Ewy Tylman z tzw. zamiarem ewentualnym. Sprawą żyła praktycznie cała Polska, zaś proces budził tak duże zainteresowanie społeczne, że konieczne stało się wprowadzenie specjalnych kart wstępu na salę sądową. Te rozeszły się... pierwszego dnia. Chociaż kolejne rozprawy nie budziły już tak wielkiego zainteresowania, tłumy pojawiły się ponownie we wtorek, kiedy to doszło do zakończenia procesu i wygłoszenia mów końcowych.

– Życie człowieka jest najwyższą wartością i podlega największej ochronie prawno-karnej. Niestety, nie dla każdego stanowi najwyższą wartość

– przekonywała w swojej mowie prokurator Magdalena Jarecka, która przedstawiła wersję wydarzeń, do których doszło w ocenie śledczych.

– O godzinie 3.21 para zatrzymała się. Doszło między nimi do sprzeczki. Ewa wyrwała się Adamowi i zaczęła uciekać w kierunku mostu Rocha. O godz. 3.23 Adam dogonił Ewę przy skwerze Łukaszewicza. W pewnym momencie Ewa weszła w głąb skweru i oddaliła, a o godz. 3.26 wyszła na ul. Grobla. W międzyczasie Adam postanowił przeciąć jej drogę i pobiegł przez teren nieobjęty żadną z kamer. Dogonił Ewę i znowu doszło do szarpaniny. Ewa się wyrwała i pobiegła w kierunku skarpy przed rzeką Wartą – mówiła prokurator Jarecka.

I dodawała: – Ewa dobiegła do barierki. Tam Adam ją dogonił. Znowu doszło do szamotaniny, w której Adam popchnął Ewę. Ta spadła ze skarpy i straciła przytomność. Oskarżony dobiegł do Ewy, widząc, że się nie rusza, przestraszył się i nie zastanawiając się, chwycił ją za ręce oraz zaczął przemieszczać do brzegu Warty. Kiedy ją dociągnął do betonowego koryta, przemieścił jej ciało w głąb wody, popchnął je tak, że popłynęło w głąb rzeki. Potem szybko zaczął oddalać się z miejsca zdarzenia. Wyszedł na ul. Mostową i o godz. 3.31 pojawił się przy barierkach przystanku tramwajowego "most Rocha".

Prokurator Jarecka w swojej mowie końcowej przekonywała też, że rzekoma niepamięć Adama Z. jest tylko wybiórcza i stanowi element jego taktyki obronnej.

– Proszę zwrócić uwagę, że Adam Z. był w stanie podać szczegóły imprezy firmowej oraz wymienić jej uczestników. Ta jego dobra pamięć kończy się nagle w okolicach mostu Rocha

– mówiła prokurator Magdalena Jarecka.

Zobacz też: Poznań: Rodzina Ewy Tylman otrzyma 30 tys. zł od firmy pogrzebowej Universum za znieważenie zwłok kobiety

W podobnym tonie wypowiadała się także prokurator Magdalena Mazur-Prus, która odnosiła się także do sytuacji, w której Adam Z. powiedział policjantom, że miał przyczynić się do śmierci Ewy.

– 3 grudnia 2015 roku Adam Z. powiedział prawdę. Ten jeden jedyny raz powiedział prawdę. Wszystko, co mówił później jest tylko i wyłącznie linią obrony obliczoną na uniknięcie odpowiedzialności. Wyjaśnienia o stosowaniu przez funkcjonariuszy policji przemocy wobec niego należy uznać za całkowicie nieprawdziwe – mówiła prokurator Mazur-Prus.

Jednocześnie zwracała uwagę, że Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze umorzyła śledztwo w sprawie rzekomego naruszenia nietykalności osobistej Adama Z. przez policjantów argumentując, że nie ma na to dowodów.

„To cyniczna gra Adama Z.”

– Jest na tej sali człowiek, który doskonale wie, co wydarzyło się w noc z 22 na 23 listopada 2015 roku. Ale bardzo chce tego nie pamiętać (…) Musimy jednak pamiętać o specyfice tych wyjaśnień, czyli że Adam Z. bez konsekwencji może w nich kłamać. I moim zdaniem oskarżony od samego początku w tej sprawie to robił

– tak swoją mowę końcową rozpoczynał mecenas Wojciech Wiza, jeden z pełnomocników rodziny Ewy Tylman.

Wojciech Wiza, razem z mecenasem Mariuszem Paplaczykiem, w swoich mowach końcowych przekonywali, że Adam Z. ponosi odpowiedzialność za śmierć Ewy Tylman. Mecenasi zwracali uwagę przede wszystkim na fakt, że Adam Z. zmieniał swoje zeznania w trakcie postępowania prowadzonego przez prokuraturę, zaś jego niepamięć ma być nieprawdziwa.

– Ta niepamięć jest w sposób oczywisty wybiórcza – komentował mecenas Wiza.

Z kolei mecenas Paplaczyk dodawał: – Tarcza niepamięci to brudna i cyniczna gra, do której chce przekonać sąd.

Pełnomocnicy Ewy Tylman w swojej mowie końcowej wykorzystali ponad 20-minutowe nagranie, na podstawie którego chcieli wykazać ewentualną odpowiedzialność Adama Z. oraz niespójność i nieprawdziwość jego wyjaśnień. Przekonywali też, że to Adam Z. podrzucił dowód Ewy Tylman na przystanku tramwajowym naprzeciwko AWF.

– Należałoby się zastanowić, czy jest jakakolwiek inna rozsądna wersja niż ta, że ten dowód podrzucił Adam Z. Specjalnie zboczył z drogi, którą zamierzał iść, by zostawić dowód osobisty w tym miejscu

– mówił mecenas Wojciech Wiza. - Co z tego wynika? Po pierwsze, że Adam Z. nie był zdezorientowany. Chciał skierować osoby, które będą szukać Ewy Tylman na zupełnie fałszywy trop - dodawał.

Czytaj też: Poznań: Kłamała w sprawie śmierci Ewy Tylman. Karolina K. usłyszała wyrok. Współpracownik Krzysztofa Rutkowskiego uniewinniony

Jednocześnie odnosił się również do rzekomego pobicia Adama Z. przez funkcjonariuszy policji, którym Adam Z. miał przyznać się do tego, że ponosi odpowiedzialność za śmierć Ewy.

– Czy trójka funkcjonariuszy policji położyłaby na szali swoją karierę? Czy mieliby w tym interes? Czy ryzykowaliby najcięższe zarzuty w postępowaniu sądowym, czyli nakłanianie osoby podejrzanej o zabójstwo o składanie fałszywych zeznań? – pytał retorycznie mecenas Wiza i dodawał: – Zarzut zabójstwa zupełnie nie pasuje do wizerunku oskarżonego. Ale jeżeli przeanalizujemy akta tej sprawy, zobaczymy, że poza wizerunkiem sympatycznego chłopaka jest też osobowość nieco ciemniejsza, która może skrywać tajemnice. Pierwsza rzecz, którą wskazują biegli, to kwestia uzależnień i nałogów. Dalej wskazują, że przez trzy ostatnie miesiące przed zatrzymaniem, był w depresji.

Pełnomocnicy rodziny Ewy przekonywali, że gdyby Adam Z. był niewinny, nie miałby powodów, żeby uciekać znad Warty, czy podrzucać dowodu Ewy na przystanku tramwajowym. Ponadto wnosili o uznanie Adama Z. za winnego zarzucanego mu przestępstwa.

O najwyższy wymiar kary wnioskował za to Andrzej Tylman, ojciec Ewy.

- To on jest winny śmierci mojego dziecka. Nie życzę nikomu, żebyście przeżywali kiedykolwiek to, co my przeżywamy

- mówił ojciec Ewy.

Niewinny? „Gdzie są dowody?”

Całkowicie odmienne stanowisko przedstawiał mecenas Ireneusz Adamczak, obrońca Adama Z., który przekonywał, że mężczyzna jest niewinny i wnosił o jego uniewinnienie.

– Gdzie są dowody osobowe i rzeczowe na twierdzenia z aktu oskarżenia? Gdzie byli świadkowie, którzy by to powiedzieli lub rzeczy, które by to potwierdziły? Gdzie dowody na zamiar oskarżonego? Spekulacje nie mogą stanowić jakiejkolwiek podstawy wyroku i uzasadnienia – zwracał uwagę Ireneusz Adamczak.

Sprawdź też: Znieważyli zwłoki Ewy Tylman. Zapadł wyrok

Jednocześnie podkreślał, że Adam Z. konsekwentnie nie przyznawał się do winy. Zwracał też uwagę, że czas, w którym miało dojść do zabójstwa Ewy Tylman powinien być dłuższy niż zakłada prokuratura.

– Adam Z. był pijany, a człowiek nietrzeźwy działa wolniej. Dlatego ten okres powinien być dłuższy – mówił mecenas Adamczak.

Obrońca Adama Z. podkreślał też, że sąd powinien krytycznie ocenić zeznania trojga policjantów, którzy obciążali Adama Z.

– Obrona nie ma żadnej pewności, że oświadczenie o przyznaniu się oskarżonego zostało przez niego złożone. Notatkę służbową podpisuje tylko policjant, zaś protokół przesłuchania podpisuje zarówno przeprowadzający, jak i przesłuchiwany, który ma do niego wgląd. Tymczasem notatka jest relacją tylko jednej strony

– wyjaśniał mecenas Ireneusz Adamczak i dodawał: – Wersję oskarżonego trudno wykluczyć, zwłaszcza biorąc pod uwagę niespójną wersję policjantów, co do czasu, miejsca i okoliczności. Adam Z. był poddawany różnym praktykom przesłuchania lub poddawania takim praktykom, by za wszelką cenę przyznał się do czegoś, czego nie zrobił.

Ponadto Ireneusz Adamczak przekonywał, że wiele z dowodów, które zgromadziła prokuratura, nie ma znaczenia dla wyjaśnienia tej sprawy.

– Dowody w postaci zeznań kilkudziesięciu świadków, zapisy monitoringu, rozmów telefonicznych, billingów nie dotyczą bezpośrednio przebiegu zdarzenia. Nie przemawiają za tym, że oskarżony Adam Z. zabił koleżankę z pracy, a zeznania wielu znajomych wręcz potwierdzają jego wersję – mówił.

Powoływał się też na opinię biegłych lekarzy medycyny sądowej, którzy nie byli w stanie jednoznacznie ustalić przyczyny śmierci Ewy Tylman oraz jej dokładnych okoliczności.

– Nie wiadomo, w jaki sposób Ewa Tylman zginęła

– argumentował i dodawał: – Dokonując oceny całego materiału i procesu, obrona stoi na stanowisku, że oskarżony Adam Z. nie dopuścił się zarzuconego mu czynu. Nie dopuścił się też przestępstwa nieudzielenia pomocy, gdyż brak jest dowodów, że Ewa Tylman znajdowała się w sytuacji zagrożenia życia, a Adam Z. zaniechał udzielenia pomocy. Z zapisów monitoringu wynika, że Ewa Tylman i Adam Z. zataczali się. Potem Ewa Tylman znika z monitoringu, a Adam Z. wraca. Z zapisów monitoringu nie wynika, by Ewa Tylman potrzebowała pomocy. To, co stało się z Ewą Tylman, jest okryte tajemnicą. Taką tajemnicą, której mroków nie da się na razie oświetlić.

Sam Adam Z. również wnosił o uniewinnienie. Wyrok zostanie ogłoszony 17 kwietnia o godzinie 10.30.

Zobacz mowy końcowe w procesie:

Czytaj więcej o procesie Adama Z.:

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Nowin.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Nowin
  • codzienne e-wydanie Nowin
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Norbert Kowalski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowiny24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.