Michał Wenklar, historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Proces Rzepeckiego. Dziesięć osób skazanych w procesie I Zarządu Głównego WiN

Płk. Jan Rzepecki Fot. archiwum IPN Płk. Jan Rzepecki
Michał Wenklar, historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Krakowski Oddział IPN i „Dziennik Polski” przypominają. 3 lutego 1947 r. Wydano wyrok w procesie I Zarządu Głównego WiN. Skazano wówczas dziesięć osób, ale do historii rozprawa przeszła jako proces Rzepeckiego, który był głównym podejrzanym.

Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość powstało 2 września 1945 r., podczas spotkania pięciu pułkowników, byłych oficerów Komendy Głównej AK. Była to już kolejna - po organizacji „Nie” oraz Delegaturze Sił Zbrojnych na Kraj - próba centralnego skoordynowania podziemnej działalności. Twórcy WiN wychodzili z założenia, że w ówczesnej sytuacji politycznej, po powstaniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej ze Stanisławem Mikołajczykiem jako wicepremierem i wobec zapowiedzianych wyborów do Sejmu Ustawodawczego, Rząd na Uchodźstwie utracił możliwość realnego działania, a sprawa Polski rozstrzygnie się w kraju. Należy zatem ograniczyć działalność zbrojną, a skupić się na działalności polityczne, która mogłaby dopomóc niepodległościowym partiom - czyli PSL - w wygraniu wyborów. Dopuszczano działania o charakterze samoobrony, mające ograniczyć terror bezpieki.

Płk Rzepecki miał zatem ideę przeorientowania działalności konspiracyjnej ze zbrojnej na polityczną. WiN miał nosić polityczny właśnie charakter, co wyrażono nawet w nazwach kierowniczych organów - Rzepecki został prezesem, a nie komendantem, stał na czele zarządu, a nie komendy. Dla szeregowych żołnierzy (działaczy?) sprawa nie była tak oczywista. Wbrew tezom o ograniczaniu działalności zbrojnej wchodziły w skład WiN duże oddziały partyzanckie, jak Hieronima Dekutowskiego „Zapory” na Lubelszczyźnie czy Kamieńskiego „Huzara” na Białostocczyźnie.

Pierwszy, kierowany przez Jana Rzepeckiego Zarząd Główny WiN, przetrwał zaledwie dwa miesiące. Do jego rozbicia przyczyniło się zatrzymanie 31 października przez UB Emilii Malessy „Marcysi”, szefa łączności zagranicznej WiN, która szukając kanałów przerzutu nawiązała kontakt ze strukturami NSZ, częściowo już infiltrowanymi przez bezpiekę. Przesłuchiwana przez dyrektora Departamentu Śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, Józefa Różańskiego, uwierzyła jego zapewnieniem, że władzom zależy tylko na zakończeniu działalności WiN, a nikt z ujawnionych przez nią osób nie będzie represjonowany. Wkrótce nastąpiły kolejne aresztowania, 5 listopada w Łodzi zatrzymano Rzepeckiego.

Prezes WiN po zaledwie 12 godzinach przesłuchań, w trakcie których poddawano go jedynie psychologicznej, nie fizycznej presji, zaczął ujawniać organizację. Do swoich współpracowników wysyłał listy z poleceniem, by zaprzestali działalności i zgłaszali się na UB. W ten sposób bardzo utrudnił kontynuowanie działalności tym, którzy uniknęli aresztowania. W czasie późniejszego procesu Felicja Wolff, łączniczka 2. Korpusu gen. Andersa z krajem, stwierdzała w raporcie: Proces Rzepeckiego ocenia opinia stanowczo ujemnie. Darowano by mu jeszcze to przymusowe ujawnianie ludzi - oburzało wydanie pieniędzy (400 000 dol.) i sposób obrony potępiający samą ideę.

Proces

Aresztowania trwały od listopada 1945 do marca 1946 r., a ostatecznie wśród oskarżonych w procesie propagandowym znalazło się dziesięć osób: prezes Zarządu Jan Rzepecki, prezes Obszaru Zachodniego WiN Jan Szczurek-Cergowski „Sławbor”, zastępca Rzepeckiego i prezes Obszaru Południowego WiN Antoni Sanojca „Cis”, sekretarz generalny i szef wywiadu Tadeusz Jachimek „Ninka”, wspomniana już Emilia Malessa „Marcysia”, szef działu informacyjnego Henryk Żuk „Jasiński”, współtwórca programu ideowego WiN Ludwik Muzyczka „Benedykt”, prezes Obszaru Centralnego WiN Józef Rybicki „Maciej”, szef sztabu Obszaru Zachodniego WiN Kazimierz Leski „Bradl” oraz zastępca komendanta Okręgu Lublin WiN Marian Gołębiewski „Ster”.

W czasie śledztwa fizyczne tortury stosowano jedynie wobec Gołębiewskiego i Żuka, wobec pozostałych ograniczano się do nacisku psychologicznego. Śledztwo trwało ponad rok. Na proces zdecydowano się dopiero na początku 1947 r. Wynikało to z przyczyn politycznych. Na 19 stycznia 1947 r. przewidziano wybory do Sejmu Ustawodawczego. Kampanii wyborczej towarzyszyła wzmożona akcja przeciwko podziemiu niepodległościowemu, nasilające się represje wobec działaczy PSL. Proces kierownictwa WiN miał być jednym z elementów tej propagandy. Rozpoczął się 4 stycznia, a wyrok ogłoszono już po wyborach, 3 lutego 1947 r.

Komunistyczna propaganda skupiała się w trakcie procesu na trzech wątkach. Po pierwsze chodziło o kompromitację WiN i jego działaczy. Pisano o organizacji jako kontynuatorce najgorszych, „reakcyjnych” nurtów AK, wrogich polskiej demokracji. Eksponowano zarzuty rzekomego zlecania morderstw i rabunków - budując propagandowy obraz podziemia jako bandytów. Rozpisywano się o współpracy z UPA (chodziło o lokalne porozumienia na Lubelszczyźnie, mające chronić miejscową ludność), czy zarzutach szpiegostwa. Choć I Zarząd Główny WiN znacznie ograniczył relacje z Rządem na Uchodźstwie, to ukazywano go jako agenturę „zagranicznego ośrodka dyspozycyjnego”.

Po drugie, w kontekście odbywających się w trakcie procesu wyborów, eksploatowano kwestię związków WiN z PSL, żeby pokazać partię Mikołajczyka jako współpracowników podziemia. Po trzecie w końcu, chodziło o zbudowanie propagandowego wizerunku łagodnej władzy, która nie jest surowa wobec tych, co sami zrozumieli swój błąd i zaniechali „wrogiej działalności”. Stąd szeroko komentowane zeznania Rzepeckiego, a później stosunkowo niskie wyroki. Po sfałszowanych wyborach umocniona już władza szykowała się do amnestii, mającej na celu rozbicie podziemia, ale też zinfiltrowanie jego szeregów. Proces dostarczał propagandowych argumentów na pokazanie rozbieżności między dowództwem a masami żołnierskimi, że przywódcy sami nie wierzą w sprawę, do której wciągają innych, a potem otrzymują lżejsze wyroki. W takim duchu adwokat Rzepeckiego, zaufany władz, apelował, by wyrok był traktatem pokojowym między państwem a społeczeństwem.

Wyrok

Ostatecznie wyrok został ogłoszony 3 lutego 1947 r. Rzepecki został skazany na 8 lat, pozostali na kary od 2 do 12 lat więzienia - z wyjątkiem Gołębiewskiego, skazanego na karę śmierci. Wyroki, jak na realia komunistycznego wymiaru sprawiedliwości i wagę działalności WiN, nie były za wysokie. Co więcej, już dwa dni po ogłoszeniu wyroku o jego złagodzenie zaapelowali byli oficerowie AL, w tym tak ważne postaci reżimu, jak Jerzy Albrecht, Mieczysław Moczar, czy Zenon Kliszko. Następstwem było ogłoszenie przez komunistycznego prezydenta Bolesława Bieruta - w pierwszym dniu urzędowania - aktu łaski wobec skazanych. Ośmiu osobom, w tym Rzepeckiemu całkiem darowano kary. Gołębiewskiemu zamieniono karę śmierci na dożywocie.

22 lutego została ogłoszona amnestia. Wobec sfałszowanych wyborów, upadku PSL i wzmożonej walki z podziemiem zbrojnym, dla wielu uczestników powojennej konspiracji amnestia wydawała się szansą na uniknięcie represji. Proces I Zarządu Głównego WiN wpisywał się w przygotowującą amnestię propagandę.

Niezależnie od aresztowania członków I Zarządu Głównego, WiN dalej działał, kierowany przez kolejne trzy zarządy, sukcesywnie rozbijane przez bezpiekę. Represje były też surowsze. Po procesie II Zarządu stracono trzy osoby. Po procesie IV Zarządu zgładzono aż siedmiu jego członków. Rzepecki po ułaskawieniu i zwolnieniu został przyjęty jako oficer do Ludowego Wojska Polskiego. Choć w czasach stalinowskich został ponownie aresztowany i przez kilka lat więziony, nie odzyskał zaufania w środowiskach akowskich. Zapamiętano mu, że w zeznaniach na procesie potępił i swoją działalność, i organizację, a jeszcze przy odwilży 1956 r., gdy można już było więcej pisać o AK, krytykował jej kierownictwo.

Wacław Felczak, emisariusz Rządu RP na Uchodźstwie, pisał w sprawozdaniu po procesie I Zarządu: „W opinii Kraju WiN i jego organizatorzy kajający się przed bezpieką, ponoszą odpowiedzialność za wprowadzenie w błąd olbrzymich szeregów młodzieży polskiej, którą wzniosłymi hasłami wabiono do organizacji nie mającej, jak się wyraził komendant, ani sensu, ani potrzeby istnienia”. A jeden ze skazanych wówczas, Józef Rybicki (znajdzie się wśród współzałożycieli KOR), miał zadawać później pytanie „Jak to jest, że kiedy nazwiska swoich kolegów podaje żołnierz, to mówi się: sypie, a kiedy dowódca, to: ujawnia? Jak to jest: wyroki śmierci dostają żołnierze, a wyroki niższe, nawet ułaskawienia, dowódcy?”. Emilia Malessa, zwolniona po ułaskawieniu z więzienia, długo apelowała o uwolnienie aresztowanych w wyniku jej zeznań winowców, odwołując się do danego jej przez ubeków słowa honoru. Nie doczekawszy się, popełniła samobójstwo.

Michał Wenklar, historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.