Pierwsza rocznica śmierci piłkarzy Wólczanki

Czytaj dalej
Fot. Łukasz Solski
Artur Bżdżoła

Pierwsza rocznica śmierci piłkarzy Wólczanki

Artur Bżdżoła

Minął rok od czasu, gdy wszystkimi wstrząsnęła tragiczna informacja o wypadku busa, którym podróżowało ośmiu piłkarzy Wólczanki. Pięciu z nich przegrało walkę o życie.

Wielka Sobota, 26 marca 2016 roku to jedna z najsmutniejszych dat w historii podkarpackiej piłki. Wielu po dziś dzień zastanawia się dlaczego III-cio ligowy klub dotknęła tak niewyobrażalna rozpacz. Zawodnicy wyruszyli z Mielca w kierunku Wólki Pełkińskiej na ligowy mecz z Avią Świdnik. W Weryni doszło do zderzenia z ciężarówką. Śmierć na miejscu ponieśli Kamil i Rafał Pydychowie oraz Patryk Szewczak. W szpitalu zmarli Kamil Oślizło i Mariusz Korzępa. Wiele obrażeń odniósł Krystian Pydych. Poturbowani zostali Damian Bożek i Kamil Hul.

Nie tak miało być

Był początek rundy wiosennej, każdy mecz miał niebagatelne znaczenie, gdyż nikt nie mógł być spokojny o utrzymanie w 3 lidze, bo zmianom ulegała struktura ligi. Przed trenerem oraz zawodnikami został postawiony jeden cel – utrzymanie się w gronie trzecioligowców.

- Tragedia, która nam się przydarzyła była nie do zaakceptowania. Nie wiem co miała na celu. Po paśmie sukcesów, planach przy reorganizacji rozgrywek spadło na nas wielkie nieszczęście. Był to rok bardzo trudnych decyzji, nie tylko dla zawodników ale i dla nas - działaczy. Jak się pozbierać, gdy ma się w tydzień pięć pogrzebów - wspomina prezes Wólczanki Stanisław Olejarka.

- Ciężko o tym mówić, wspominamy chłopaków często. Zastanawiamy się jakby to wszystko wyglądało z nimi. Czas leczy rany, jednak na tej ślad pozostanie na zawsze - mówi kapitan Wólczanki Krzysztof Pietluch.

- Po tym wypadku inaczej patrzy się na życie, inaczej myśli. Za każdym razem, gdy przyjadę na stadion, popatrzę na herb na którym przywieszona jest czarna wstążka to wracają dramatyczne wspomnienia. Symbol żałoby pozostanie na herbie długi czas. Dopóki obecny zarząd będzie w klubie nic w tej kwestii się nie zmieni – dodaje Mariusz Olejarka, wiceprezes Wólczanki.

Miejsce wypadku piłkarzy Wólczanki

Grać dla chłopaków

Tragedia z Wielkiej Soboty zepchnęła rozgrywki ligowe na dalszy tor. Zaczęto się zastanawiać co zrobić z klubem, który stracił trzon zespołu. Padały różne propozycje. Lubelski Związek Piłki Nożnej, który prowadził rozgrywki wyraził aprobatę, by Wólczanka z marszu miała utrzymanie.

- Chcieliśmy grać do samego końca honorowo, podchodziliśmy do sytuacji jak najbardziej profesjonalnie. Nie w głowie było nam utrzymanie przy stoliku – wspomina ówczesny trener Wólczanki Paweł Wtorek.

Przyszedłem do Wólki Pełkińskiej w dużej mierze dla chłopaków, których już nie ma. Grałem z nimi w piłkę, to byli moi przyjaciele. Po ich stracie nie mogłem znaleźć sobie miejsca w zespole. Bardzo mi ich brakowało. Za długo ich znałem. Byli za młodzi na śmierć. Z tym się niesamowicie trudno pogodzić. Poinformowałem prezesa, że ostatni mecz w sezonie będzie moim ostatnim w Wólczance. Walczyliśmy o zachowanie ligowego bytu, lecz było to zadanie niesamowicie ciężkie – dodaje Wtorek.

- Na początku była decyzja, że nie gramy, gdyż na tym poziomie, przy takich brakach było to niewykonalne. Zorganizowaliśmy spotkanie, na które zaproszony został wójt gminy Jarosław Roman Kałamarz, który odegrał kluczową rolę, mocno nas dopingował, by nie rezygnować z gry. Olbrzymią rolę odegrały również rodziny zmarłych zawodników. Wspierały nas, namawiały do grania. Zgodnie mówiły: Grajcie dla chłopaków, życie toczy się dalej. Przed pojedynkiem z Polonią Przemyśl, który był pierwszym po feralnym wypadku, do szatni weszła pani Agnieszka Oślizło, żona zmarłego Kamila. Niesamowicie dzielna kobieta, wspierała piłkarzy, by grali. Czasami przyjeżdża na mecze, dopinguje. Z rodzinami chłopaków jesteśmy w kontakcie, serdecznie im dziękujemy za otuchę, utwierdzenie w przekonaniu, że kontynuowanie rozgrywek to dobra myśl. Dla nich było to ciężkie, dla nas trudne. Stracili najbliższe, ukochane osoby, my natomiast przyjaciół, kolegów – kontynuuje prezes S. Olejarka.

- Doskonale pamiętam pierwsze spotkanie po Wielkiej Sobocie. Oprócz mnie w szatni byli prezesi, trener i zawodnicy. Nikt nie podnosił głowy, panowała cisza, niektórym płynęły łzy po policzku. Zabrałem głos, wspomniałem, że ci, którzy zmarli, przyszli do Wólczanki grać w piłkę, bo ją kochali. Trzeba było przywrócić funkcjonowanie drużyny, na tyle, na ile to było wówczas możliwe. Następnie po słowach trenera i prezesa kapitan drużyny – Krzysztof Pietluch – zmobilizował się i oznajmił, że trzeba dokończyć sezon – wspomina Roman Kałamarz, wójt gminy Jarosław.

Niebagatelna strata

Strata czołowych graczy miała olbrzymi wydźwięk. Stanowili bardzo ważne ogniwa w zespole, który za cel obrał sobie pozostanie na szczeblu trzeciej ligi. Każdy z nich prezentował niezły poziom. – Mieli charakter do sportu, mogli w nim jeszcze sporo osiągnąć - zaznacza trener Wtorek.

Najmłodszy z nich był Patryk Szewczak. Miał 18 lat. Stal Mielec wypożyczyła go do Wólki Pełkińskiej, by się ogrywał, gdyż pokładała w nim spore nadzieje. Rysowała się przed nim niezła bramkarska przygoda.

Mariusz Korzępa miał 25 lat. Spędził ponad dwa lata w Lechii Gdańsk. Przygoda nad morzem sporo mu dała, przede wszystkim pewność siebie. Podchodził bardzo profesjonalnie do futbolu. Zginął niedaleko rodzinnego domu, zostawiając kilkumiesięczne dziecko.

Bracia Kamil (22 lat) i Rafał (28 lat) Pydychowie rozumieli się świetnie jako obrońcy. Dawali wiele spokoju drużynie, pewności z tyłu. Z nimi było łatwiej o zachowanie zerowego konta. Spoczęli w jednej mogile na cmentarzu w Mielcu.
Kamil Oślizło miał 29 lat. Lubił ofensywny styl gry. Wnosił sporo jakości w poczynania drużyn w których grał. W meczu z Orłem Przeworsk, który był jego ostatnim w przygodzie z piłką, zdobył jedyną bramkę dla Wólczanki z rzutu karnego. Zostawił żonę oraz roczne dziecko.

Krystian Pydych walczy o powrót do pełni zdrowia. Jest zawzięty, pełen nadziei. Z optymizmem spogląda w przyszłość. - Bardzo często rozmawiam z Krystianem na różne tematy. Złożyłem mu propozycję, że jak ukończy kurs trenerski to zostanie drugim trenerem Wólczanki, choć on cały czas twierdzi, że wróci na boisko – mówi Mariusz Olejarka, wiceprezes Wólczanki
Kamil Hul wrócił do zespołu, stanowi jego ważną część. Jesienią wchodził z ławki i strzelał ważne gole w kilku meczach z rzędu.
Damian Bożek szybko powrócił do zdrowia. Rozegrał w barwach Wólczanki kilka meczów, przeniósł się do Stali Rzeszów.

Futbol połączył

- Piłka połączyła wszystkich - to nie jest pusty slogan. Chciałbym podziękować nie tylko kibicom Wólczanki ale tym z całej Polski, gdyż oni też odegrali niesamowitą rolę. Motywowali nas do gry. Podziękowania należą się również działaczom Polskiego Związku Piłki Nożnej, Podkarpackiego i Lubelskiego ZPN, którzy wówczas prowadzili rozgrywki trzeciej ligi, za ludzkie podejście do całej sytuacji, za umożliwienie otwarcia okienka transferowego, choć ciężko było o pozyskanie wartościowych zawodników na poziom trzeciej ligi. Mogliś my się utrzymać przy zielonym stoliku, lecz nie chcieliś my tego - mówi prezes S. Olejarka.

Wrócić na należne miejsce

Latem 2016 roku poczyniono w drużynie szereg zmian. Przyszło sporo nowych piłkarzy, trenerem został Grzegorz Sitek. – Przyjąłem propozycję, nie było łatwo ale podjąłem się zadania stworzenia drużyny, która będzie walczyła o powrót do III ligi – mówi trener Sitek. Wszystko zmierza w dobrym kierunku, gdyż obecnie drużyna z Wólki Pełkińskiej ma sporą przewagę nad resztą stawki, choć w klubie nikt nie mówi, że powrót do III ligi to cel numer jeden.

Przed każdym pojedynkiem piłkarze Wólczanki wychodzą na rozgrzewkę w specjalnych koszulkach, na których są portrety zmarłych i napis „Będziemy o was pamiętać”.

Przed meczem z Czarnymi pierwszy raz zaprezentowano hymn, który powstał specjalnie na rocznicę śmierci pięciu piłkarzy. Będzie on hołdem dla nich, nierozerwalną częścią Wólczanki.

Plany na przyszłość

- Byliśmy zbici jak psy po tragedii, lecz zdołaliśmy się podnieść. Chcemy wrócić do trzeciej ligi, ale nie za wszelką cenę. Mam też wizję turnieju, który chcemy zorganizować na naszym obiekcie, by był cykliczny. Wstępnie nazwałem go „Turniej pięciu”. W planie jest zaproszenie ościennych drużyn. Dochód z licytacji przeznaczylibyśmy na osierocone dzieci oraz rehabilitację Krystiana Pydycha – snuje plany sternik Wólczanki.

Na 28 kwietnia zaplanowano uroczystości związane z odsłonięciem pamiątkowej tablicy, którą ufundował Wójt Gminy Jarosław Roman Kałamarz. Będzie msza święta w intencji zmarłych piłkarzy, odegrany zostanie hymn klubowy.

- Z perspektywy czasu postąpiliśmy słusznie. Wszyscy są mocniejsi. Zmieniło się w klubie sporo, przyszli nowi gracze, nowy trener. Nie można zapomnieć o podziękowaniach dla Pawła Wtorka, ówczesnego trenera, który dołączył do Wólczanki w dużej mierze ze względu na chłopaków, którzy zginęli. Czasami jest tak, że los dyktuje nam co mamy zrobić. Czasem warto zrobić krok w tył, by niebawem wykonać dwa w przód – kończy prezes S. Olejarka.

Artur Bżdżoła

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowiny24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.