Jolanta Tęcza-Ćwierz

O kamienicach i ich sekretach oraz Teodorze Talowskim, który majstrów miał za pacanów

O kamienicach i ich sekretach oraz Teodorze Talowskim, który majstrów miał za pacanów
Jolanta Tęcza-Ćwierz

Tak wrosły w pejzaż, że nie zwracamy na nie uwagi. Zwłaszcza na detale: kute balkoniki, wykusze i wieżyczki, witraże na klatkach schodowych. To niezwykłe kamienice, w których można poczuć atmosferę dawnego, mieszczańskiego Krakowa. Są świadkami historii ludzi, którzy mieszkali tu przez pokolenia, wydeptując ślady na drewnianych, skrzypiących schodach.

Jakub i Małgorzata wędrują po Krakowie w poszukiwaniu rozmaitych okruchów z przełomu XIX i XX wieku. Czasem jest to wyjątkowa, zapomniana tabliczka, sygnatura na bramie albo oryginalny kartusz, czasem rura spustowa, właz kanalizacyjny czy kratka od kanalizacji burzowej. Jak przekonują twórcy „Igraszek z czasem” - każdy detal ma swoją opowieść. Posłuchajmy więc...

Kunsztowny i pełen fantazji

Nasz spacer rozpoczynamy przy ulicy Piłsudskiego 27 obok budynku Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Gmach zaprojektował Karol Knaus, a jego budowę rozpoczęto w 1889 roku. Znajdowała się w nim największa w Galicji sala gimnastyczna wyposażona w najnowocześniejsze urządzenia sportowe. W 1894 roku sokolnię rozbudowano o wschodnią część zaprojektowaną przez Teodora Talowskiego, zwanego „galicyjskim Gaudim”. Faktem jest, że Talowski był niezwykle płodnym twórcą i uważa się go za jednego z najważniejszych architektów przełomu XIX i XX wieku. Jego budowle są fantazyjne, malownicze i niesymetryczne, pełne tylko pozornie przypadkowych detali i elementów, które jednak pozostają ze sobą w idealnej harmonii, tworząc baśniowy nastrój. Ale wróćmy do „Sokoła”.

W zaprojektowanej przez Talowskiego części znajduje się loggia. W tym miejscu część fasady, która wystaje przed starszą część budynku, jest cofnięta, dzięki czemu nie odcina dopływu światła słonecznego do pierwszego okna. A warto pamiętać, że budynek powstawał w czasach, kiedy w Krakowie nie było energii elektrycznej i oświetlenie słoneczne było bardzo ważne.

Na gmachu „Sokoła” znajdziemy różne elementy typowe dla projektów Talowskiego, jak kartusz herbowy, w którym znajduje się herb miasta umieszczony nietypowo, bo pod kątem. Na nim siedzi sokół z rozpostartymi skrzydłami. Są też kotwy, czyli elementy architektoniczne służące do spinania różnych elementów. Na skraju ściany szczytowej Talowski umieścił dwie kotwy, które składają się z liter. Uważny obserwator dostrzeże dużą literę S, na środku literę O, wyżej K, a potem czytane ponownie O tym razem jako litera Ó, na dole mamy jeszcze Ł - co daje wyraz „sokół”. Mamy więc logo „Sokoła”, w którym motyw graficzny udało się przekuć w żelazo, a który jednocześnie jest elementem konstrukcyjnym budynku i stanowi jego dekorację.

Opowieść zaklęta w detalu

Historia Krakowa jest zaklęta nie tylko w cegle, kamieniu i dekoracyjnej kotwie, ale także w drobnych czy niepozornych przedmiotach, na które na co dzień nie zwracamy uwagi, a które opowiadają o historii miasta. Będzie to na przykład reper medalionowy, czyli punkt pomiaru geodezyjnego. Czubek tego metalowego krążka na mapach geodezyjnych ma dokładnie określoną wysokość nad poziomem morza. Na „Sokole” znajdują się też dwie tabliczki: z 1899 i 1903 roku, na których zaznaczony jest poziom wody z czasów powodzi, które regularnie nawiedzały Kraków.

Inny zwyczajny, ale niezwykły detal to rura spustowa, potocznie nazywana rynną. Tymczasem pionowy element, która odprowadza wodę z „właściwej”, poziomej rynny to właśnie rura spustowa. Te ponad stuletnie, żeliwne często noszą sygnatury producentów. Na przykład fabryki Zieleniewskiego, Peterseima oraz mniejszych zakładów np. Płaszowskiej Odlewni Żeliwa, której przykłady możemy znaleźć przy kamienicach na Piłsudskiego. Jak wspomina Jakub - z każdego takiego detalu można wyciągnąć historię. Rur, sygnatur na żelaznych i drewnianych bramach, winiet na płytkach ceramicznych, drobnych tabliczkach na elewacjach i w sieniach czy nawet starych żeliwnych umywalkach albo rozetach od podwórkowych kranów. Wszystkie te wątki przeplatają się i składają na skomplikowaną, ale też arcyciekawą historię miasta przełomu XIX i XX wieku. Ruszmy więc ich śladem ku kamienicom.

Z elementem ludowym

Piłsudskiego numer 30. Pod tym adresem znajduje się kamienica zaprojektowana i wybudowana przez naszego absolutnego ulubieńca - Beniamina Torbe. Był to budowniczy pochodzenia żydowskiego, jeden z najpopularniejszych w Krakowie, wiemy o przynajmniej 130 jego realizacjach. W swoich czasach był niezwykle popularny, dziś pozostały po nim budynki, nie zachowało się natomiast zbyt wiele informacji. Może dlatego jest naszym ulubieńcem, bo jest mniej znany? Budynek przy Piłsudskiego 30 należy do grupy kilkunastu budynków eklektycznych, w których można znaleźć wiele wątków secesyjnych. Uwagę zwraca kobieca głowa z długimi, falowanymi włosami znajdująca się w szczycie kamienicy i balkony, które będą się pojawiały także w innych projektach Torbego, m.in. na Dietla 97, czy na Łobzowskiej pod numerem 4. Beniamin Torbe projektował dużo, dlatego też elewacje jego kamienic są do siebie podobne, a przez tę powtarzalność łatwo można rozpoznać jego projekty. Na Piłsudskiego są trzy: pod numerem 9 (z pięknymi witrażami od Żeleńskiego), obok - pod 11 i ta pod numerem 30. Aczkolwiek trzeba uważać, bo pod Wawelem znajduje się budynek bardzo podobny, też obłożony połyskującą cegłą glazurowaną i wykorzystujący te same elementy dekoracyjne, ale zaprojektowany przez Henryka Lamensdorfa, który był uczniem Torbego. Dla tego architekta charakterystyczny jest styl nazywany zmodernizowanym historyzmem, nawiązujący w formie do stylów historycznych - u Lamensdorfa najczęściej do renesansu krakowskiego. Taki budynek mamy przy Piłsudskiego pod numerem 38. To kamienica z 1908 roku z historyzującą elewacją, na której znajduje się element attyki sukiennic. W środku natomiast mamy królestwo secesji. Wnętrze klatki schodowej ma secesyjne płytki, balustradę i polichromie. Wszystkie te elementy są spójne, ponieważ zwierają ten sam motyw dekoracyjny - kwiat róży. Secesyjna jest także stolarka drzwi wejściowych do mieszkań.

A obok, pod numerem 36, stoi kamienica Małachowskich. Jest ona połączeniem różnych elementów. Została zbudowana w latach 1906-1907 przez Sławomira Odrzywolskiego. Posiada elementy secesyjne, zwłaszcza zwieńczenie budynku z oknami na poddaszu, zdobionymi motywami kasztanowców, bardzo popularnymi w secesji krakowskiej. Większa część budynku jest wykończona jako „monolit ceglany” typowy dla krakowskiego wczesnego modernizmu reprezentowanego m.in. przez dom pod Globusem. Jednak znajdziemy tu również elementy ludowe. W centralnej części portalu wejściowego jest spinka góralska, a dookoła niej pawie, które wyglądają jak wycięte w drewnie, a nie wykute w kamieniu. Uwagę zwracają także kute balustrady balkonów, które także mają góralskie wzory, jak również drewniana balustrada wewnątrz budynku - rzecz jak na Kraków mało typowa. Obok tej kamienicy są dwa budynki zbudowane w latach 1890-1891 (również autorstwa Odrzywolskiego). To bliźniacze kamienice pod numerami 32 i 34, które reprezentują zupełnie inny styl i pokazują, jak architekt przeszedł od neorenesansu do secesji i modernizmu. Kamienice te są zbudowane w stylu neorenesansu niemieckiego, dosyć ciężkiego, masywnego, który u Niemców nazywa się altdeutscher stil. Sięgnięcie po taki styl nie dziwi w przypadku Odrzywolskiego, który kończył studia na berlińskiej Bauakademie.

Różni architekci działający w Krakowie kończyli różne szkoły, przywożąc do miasta ciekawe inspiracje i pomysły na kształtowanie architektury. Świetnym tego przykładem jest kwartał, który zamyka się ulicami Piłsudskiego, Retoryka, Smoleńsk i Alejami. Powstawał w stosunkowo krótkim okresie: od lat 80. XIX wieku po rok 1914. To dzielnica Nowy Świat - wyjątkowe miejsce na mapie Krakowa, w którym budowali jego najważniejsi architekci i budowniczowie przełomu XIX i XX wieku. To miejsce, gdzie obok siebie występuje malowniczy eklektyzm, neorenesans, ale też secesja i modernizm. Warto je odwiedzić na początek przygody architekturą Krakowa. Przejdźmy zatem na ulicę Retoryka.

Żaba śpiewa o dziewczynie

Przy ulicy Retoryka 1 mieści się kamienica „Pod śpiewającą żabą”. Patrząc na nią, musimy pamiętać, że dziś nie wygląda tak, jak ją zaprojektował Talowski, ponieważ została nadbudowana w 1911 roku o jedno piętro, w związku z czym zmieniony został jej kształt i proporcje. Z wykuszu na rogu zniknęła wieżyczka, a w jej miejsce pojawił się trójkątny ozdobny szczyt, który pierwotnie był na środku fasady od strony ulicy Piłsudskiego. Nadbudowę zaprojektował Aleksander Biborski, kolega Talowskiego z klasy w Cesarsko-Królewskiej Wyższej Szkoły Realnej w Krakowie (dzisiejszym V Liceum Ogólnokształcącym).

Skąd tak oryginalna nazwa „Pod śpiewającą żabą”?

Otóż w czasach, gdy wznoszono kamienicę, nieopodal płynęła Rudawa. W okolicy doskonale słychać było żabi rechot. Przypomina o tym rzeźba śpiewającej i grającej na mandolinie żaby (na projekcie kamienicy jej nie było, została tu umieszczona w trakcie budowy).

Kiedyś rzeźba wieńczyła kamienicę, lecz po rozbudowie figurę muzykalnego płaza umieszczono w lukarnie na trzecim piętrze. Uważni obserwatorzy dostrzegą znajdującą się poniżej pięciolinię z zapisem nutowym fragmentu pieśni „Dziewczę z buzią jak malina”.

Gmach przy Retoryka 1 Talowski zbudował z charakterystycznej cegły, która powstawała według jego autorskiego przepisu. Gdy Biborski nadbudowywał kamienicę, nie miał dostępu do oryginalnej cegły (jej skład Talowski zabrał do grobu), zrobił więc coś podobnego, ale nie identycznego. Dlatego w latach 20. XX wieku urząd budownictwa miejskiego nakazał ujednolicenie elewacji budynku. Została ona pokryta ciemnoczerwoną farbą na bazie szkła wodnego.

Kamienica „Pod śpiewającą żabą” to jeden z bardziej charakterystycznych budynków Talowskiego, na którym pojawiają się woluty i holenderskie szczyty, co jest odwołaniem do manieryzmu niderlandzkiego. Możemy zauważyć, że cegły są powkładane w różne miejsca, pionowo, na skos, niezgodnie z wątkiem ceglanym, co oznaczało, że Talowski musiał pracować z naprawdę dobrymi murarzami, którzy byli w stanie spełniać jego architektoniczne zachcianki. Jednocześnie trzeba powiedzieć, że Talowski nie poważał tych majstrów murarskich czy budowniczych, którzy brali się za projektowanie. Uważał, że detale zaprojektować może tylko architekt, a nie „pacan ze szkoły przemysłowej”. Architekt był człowiekiem dość trudnym w obyciu, o czym świadczy notatka skierowana do rzemieślnika, który na zlecenie Talowskiego robił witraże do kościoła św. Elżbiety we Lwowie: „Szanowny panie szklarz, do dupy są te pańskie szkiełka, które mi pan obstalował w kościele świętej Elżbiety. Z poważaniem Teodor Talowski”.

Pod numerem 7 mieści się kamienica „Festina lente”, także zaprojektowana przez Talowskiego. Łacińska sentencja, od której pochodzi nazwa budynku, oznacza „Spiesz się powoli”. W centralnej części można też dostrzec zdanie: „Ars longa vita brevis”, które tłumaczy się jako: „Życie jest krótkie, sztuka wieczna”. Na ciemnoczerwonej cegle odznaczają się kremowe elementy, a wzrok przyciągają niezwykle zdobienia, m.in. fryz z płytek ceramicznych z motywem róż. Próżno tu szukać symetrii, co zresztą jest charakterystyczne dla wielu projektów Talowskiego.

Przy Retoryka 9 mieści się kamienica „Pod Osłem” wzniesiona w 1891 roku jako dom własny architekta. Posiada asymetryczną fasadę, urozmaiconą loggiami, cofnięciem części elewacji, narożnym wykuszem oraz swobodnie zestawionymi detalami. Na fasadzie budynku znajduje się rzeźba osła, od której kamienica wzięła nazwę. Można się zastanawiać, czemu Talowski po niego sięgnął. Jedna z teorii mówi, że chciał pokazać, że jest uparty i dąży do obranego celu, stąd zestawienie osła z łacińską sentencją: każdy jest kowalem własnego losu. Druga teoria mówi, że osioł to prześmiewcze odwołanie do znajdującej się przy ul. św. Anny płaskorzeźby przedstawiającej alegorię profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Musimy jednak pamiętać, że ludzie pod koniec XIX wieku przywiązywali inną wagę do symboli i inaczej je interpretowali. Faktem jest natomiast, że Talowski był nie tylko architektem. Niekiedy był również budowniczym projektowanych przez siebie domów, które później sprzedawał. Kamienicę „Pod Osłem” wybudował dla siebie i urządził tu ptaszarnię, gdyż jego hobby były ptaki egzotyczne.

Talowski jest niewątpliwie największym oryginałem wśród architektów Krakowa końca XIX wieku, człowiekiem, który bawił się formą. Architekt sięgał po przeróżne elementy, które zapożyczał z renesansu, manieryzmu niderlandzkiego, czy innych epok, tworząc z nich eklektyczne składanki: mamy tu wykusze, balkony, loggie i porozmieszczane asymetrycznie okna różnych rozmiarów. Nasz wzrok ucieka do charakterystycznych przepalonych i ręcznie formowanych cegieł, do wprawionych kamieni, do sentencji, podpisów twórcy, kartuszy herbowych, kotew i innych elementów, które pojawiają się na budynkach. Twórca czerpał inspiracje z wielu światów, nawet ze starożytnego Egiptu. Jego grobowiec (artysta sam go zaprojektował) jest zwieńczony sfinksem trzymającym łapę na czaszce, przez którą przepleciony jest wąż.

Tak jest również na Retoryka 10. To budynek narożny z ulicą Smoleńsk, dziś bardzo niepozorny, ale z arcyciekawą historią. Jego fasada została ozdobiona różnymi motywami nawiązującymi do kultury starożytnego Egiptu. Były to m.in. figury sfinksów, faraonów, obeliski i płaskorzeźby bóstw oraz liczne malowidła. Do czasów współczesnych zostały jedynie oryginalne drzwi, na których dostrzec można uskrzydlone dyski słoneczne i pędy papirusów. Budynek ten, znany jako dom egipski, powstał na początku lat 90. XIX wieku, realizował go Beniamin Torbe, a na projekcie podpisany jest nieznany inżynier K. Lachnik. W dwudziestoleciu międzywojennym gmach został przerobiony na modernistyczny, a wszystkie egipskie ozdoby usunięto.

Paleta malarska i smok

Na ulicy Smoleńsk zwróćmy uwagę na dwie kamienice. Pierwsza z numerem 18 pochodzi z 1888 r. Została wykonana w typowym dla Krakowa końca XIX wieku stylu neorenesansu. Dziś kamienica ta znana jest jako „Pod Smokiem”, jednak miedziany jaszczur pojawił się na niej dopiero przy okazji młodszej o dziesięć lat nadbudowy. Pierwotnie budynek, którego autorstwo często przypisywane jest Teodorowi Talowskiemu, był jednopiętrowy.

Analiza dokumentów wskazuje, że Talowski był tylko realizatorem budowy prowadzonej według projektu Sławomira Odrzywolskiego. Obaj panowie - podobnie zresztą jak inwestor, Jan Rotter - byli profesorami Wyższej Szkoły Przemysłowej, wszystko więc odbywało się w zamkniętym gronie.

Również sąsiedni budynek pod numerem 20 powstał jako jednopiętrowy.

Talowski zaprojektował go dla malarza Antoniego Piotrowskiego. Został podniesiony o dodatkowe piętro w 1905 roku, na zlecenie kolejnego właściciela - Jana Rottera. Za projekt odpowiadał Ludwik Wojtyczko, młody budowniczy, odbywający wówczas praktyki w biurze Władysława Ekielskiego. Na szczycie budynku możemy obserwować sgraffito - malunek, który powstał według projektu prof. Franciszka Lachnera.

Powyżej znajduje się maszkaron, nawiązujący do sukiennic, a pod nim - paleta malarska z pędzlami, jako że mieściło się tutaj pierwotnie atelier malarskie Piotrowskiego.

Igrając z czasem

Na spacer po Krakowie z przełomu XIX i XX wieku zaprosili nas twórcy facebookowego profilu „Igraszki z czasem” - Jakub Jastrzębski i Małgorzata Korpalska, których fascynuje odkrywanie śladów dawnego Krakowa. Dla obojga lektura „Igraszek z czasem” Stanisława Broniewskiego była inspiracją do snucia opowieści i poszukiwań historycznych - stąd też tytuł wspomnień Broniewskiego był dla nich oczywistą nazwą dla projektu. Tym, co znajdą, chętnie dzielą się z innymi na swoim profilu oraz podczas organizowanych prelekcji i spacerów po Krakowie.

Jakub i Małgorzata udowadniają, że nie trzeba być zawodowym historykiem sztuki, by obserwować i znajdować nowe detale i przez ich pryzmat poznawać miejsca, w których żyjemy.

Jolanta Tęcza-Ćwierz

Komentarze

2
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

lundbalu

Sokol tu chodzila na gimnastyke ,ale tylko przez rok,krakowianka .

lundbalu

WPANIALE CUDOWNE ,UWIELBAM OGLADAC I CZYTAC WLASNIE O KAMIENICACH krakowskich ,kocham to ,kiedy jestem w Krakowie spacerujac z nosem do chmur .Czasem to trudne ,ale kocham te piekne kamienice ,sama mieszkalam pod pawiem ,to rowniez byla piekna w wnetrzu z wieloma luksusowymi detalami ,witrarzy jusz niema ,windy od 1945 nie ma ,tylko pozostalosci piekne debowe dzwi na kazdym pietrze .Tearz jusz koniec ,przebudowana na walute .....zarobkowa .Pozdrawiam i dziekuje .

plus.nowiny24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.