Niepokonani Almogawarzy. Krwawy szlak katalońskich najemników

Czytaj dalej
Fot. Wikipedia/Domena publiczna
Wojciech Rodak

Niepokonani Almogawarzy. Krwawy szlak katalońskich najemników

Wojciech Rodak

Almogawarzy wyglądali dziko, jak wojownicy z epoki brązu, ale na średniowiecznych polach bitew nie mieli sobie równych. Zwyciężali Francuzów, Turków i Bizantyjczyków. O ich okrucieństwie do dziś krążą legendy

To zdarzenie, jeśli nie było tylko barwną kreacją katalońskiego kronikarza Bernata Desclota, miało miejsce w czasie wojny o Sycylię, gdzieś pomiędzy 1282 a 1285 r. Mogło do niego dojść w Kalabrii, ponieważ tam właśnie ścierała się armia króla Aragonii Piotra III z wojskami Andegawenów, panujących na południu Italii. A było to tak.

Po jednej z bitew do obozu wojsk andegaweńskich przyprowadzono kilku jeńców - Almogawarów, czyli najemników wywodzących się głównie spośród katalońskich górali. Przyglądano im się bacznie. I obozowe ciury, i rycerze, chcieli z bliska zobaczyć wojowników, o których zabójczej skuteczności w boju krążyły ponure legendy. Posturami nie przypominali bohaterów krwawych opowieści. Wyróżniali się głównie niechlujnym wyglądem. Byli tak zarośnięci i brudni, że gdyby nie podziurawione tuniki i spodnie, które luźno wisiały na chudych ciałach, można by ich wziąć za grupę jaskiniowców. Po jakimś czasie zostali zaprowadzeni przed oblicze księcia Karola - czyli syna króla Sycylii Karola I, głowy dynastii Andegawenów. Temu, gdy ich zobaczył, wykwitło na twarzy i zaskoczenie, i obrzydzenie zarazem. Nie tak wyobrażał sobie słynnych groźnych wojowników.

- Doprawdy nie wiem skąd się biorą te opowieści o was – przemówił do nich książę – Jak dla mnie, jesteście godnymi pogardy, biednymi dzikusami.

- Wasza wielmożność ma rację – odpowiedział jeden z jeńców – Uniżenie proszę jednak, by wasza wielmożność pozwolił mi odbyć pojedynek z jednym z waszych najlepszych rycerzy. On może stanąć przeciwko mnie konno, i uzbrojony wedle swego uznania. Dla siebie proszę tylko o włócznię, oszczepy i miecz, które mi wcześniej zabrano. Jeśli ja wygram starcie, odejdę wolny do swoich. Jeśli on okaże się lepszy, to wasza wielmożność będzie mógł zrobić ze mną, co uzna za stosowne.

Mimo że propozycja była zuchwała, zaintrygowany książę Karol przystał na nią z miejsca. Wkrótce obaj wojownicy stanęli naprzeciw siebie na udeptanej ziemi. Almogawar jedynie z orężem, o który prosił. Natomiast konny rycerz, ubrany w kolczugę i hełm, wjechał na plac boju dzierżąc lancę. Po chwili spiął konia i natarł z impetem na samotnego piechura. Gdy dzieliło ich jedynie kilka metrów, Katalończyk cisnął w konia oszczepem z taką siłą, że ten wbił się na kilkanaście centymetrów w korpus zwierzęcia, a po zadaniu tego ciosu w ostatniej chwili odskoczył w bok, unikając ostrza lancy. Rumak i jeździec runęli na ziemię. W mgnieniu oka Almogawar rzucił się z mieczem na oszołomionego przeciwnika. Złapał go z brodę, szukając dłonią szczeliny w kolczudze, by poderżnąć mu gardło. W tym momencie książę nakazał przerwać starcie. Po czym, zgodnie z obietnicą, dał zwycięzcy list żelazny, by mógł bezpiecznie wrócić do swoich, a także wyposażył go nowe szaty.

Gdy historia o wyczynie zuchwałego najemnika doszła do uszu króla Aragonii, ten wypuścił na wolność dziesięciu pojmanych francuskich rycerzy. Nakazał im powtórzyć swemu księciu, że od tej pory za jednego uwolnionego Almogawara, będzie wymieniał dziesięciu jeńców-rycerzy.

Ta anegdota - przytoczona przez katalońskiego kronikarza, a potem powtarzana przez pokolenia historyków – ukazuje, jak wielką wartość bojową mieli Almogawarzy. Na przełomie XIII i XIV w. na europejskich polach bitew mało kto mógł się z nimi równać. Rozbijali w pył ciężkozbrojnych francuskich rycerzy, turecką piechotę i lekką jazdę, a także wszelkie formacje armii cesarza Bizancjum. Jednak nie tylko dzięki swoim cnotom żołnierskim przeszli do historii - również barbarzyńskie okrucieństwo i pazerność zapewniły im miejsce w annałach. Wszystko to za sprawą wyczynów największego oddziału almogawarskich najemników, Kompanii Katalońskiej, i ich awanturniczego wodza Rogera de Flor. Prześledźmy dzieje ich krwawej epopei.

Wjazd Rogera de Flor i Almogowarów od Konstantynopola
East News Almogawarzy na polu bitwy (Marioano Fortuny)

Rozbójnicy-najemnicy

Pochodzenie nazwy Almogawar nie jest do końca wyjaśnione. Pewny jest jedynie jej arabski rodowód. Może ona wywodzić się zarówno od słowa al-Mugavari (arab. zwiadowca) lub być prostym zapożyczeniem z tego języka, bowiem andaluzyjscy Saraceni mianem „Almogawarów” nazywali wojowników, którzy w małych grupach prowadzili wyprawy łupieskie na tereny chrześcijańskich królestw Półwyspu Iberyjskiego. Za tą drugą wersją przemawia fakt, iż chrześcijańscy Almogawarzy pierwotnie działali dokładnie tak samo jak ich muzułmańscy imiennicy. Tym właśnie mianem w trzynastowiecznym Królestwie Aragonii (obejmowało południową część dzisiejszej wschodniej Hiszpanii) nazywano grupy rozbójników, wywodzące się spośród pasterskich społeczności Gór Katalońskich. By przetrwać ciężki okres zimowy, bandy te dokonywały kilkudniowych rajdów w głąb ziem Maurów, by zdobyć żywność, bydło i niewolników. Spadały na osady wroga znienacka i szybko uchodziły z łupem sobie tylko znanymi szlakami. Gdy jednak zachodziła potrzeba walki z pogonią, także dawali sobie radę. Uważano ich za nieustraszonych, dobrze wyćwiczonych mistrzów dywersji i zasadzek.

Na początku XIII w. grupy Almogawarów zaczęły służyć w armii aragońskiej jako najemnicy. Brali udział w przełomowej bitwie iberyjskiej rekonkwisty pod Las Navas de Tolosa w 1212 r., gdzie zjednoczone siły chrześcijańskich władców rozgromiły armię Almohadów. Natomiast w latach 1228-1231 r., już jako dużo znaczniejszy kontyngent, uczestniczyli w podboju Majorki. To mniej więcej w tym okresie ostatecznie ukształtowało się „umundurowanie”, organizacja i zwyczaje wojenne tej formacji.

Almogawarzy nie nosili żadnej zbroi, ani nie używali tarcz. Ubierali się w tuniki, na które w zimniejszym klimacie narzucali zamarry (skórzane płaszcze z baranich skór), skórzane spodnie i sandały. Na nogi zakładali także skórzane pół-getry w charakterze ochraniaczy. Na głowach nosili redicille, specjalne czepce wykonane ze skórzanych bądź żelaznych pasów. Jak zgodnie podkreślają wszyscy kronikarze, ci górscy wojownicy byli wyjątkowo brudni i niechlujni, nawet jak na niskie średniowieczne standardy. Tylko broń utrzymywali w doskonałym stanie i czystości. Na skórzanych pasach nosili krótkie noże, a także groźnie wyglądające iberyjskie miecze o krótkiej i masywnej klindze (zwane colltell). Ich główny oręż stanowiła krótka włócznia (azcona), która rzucona z bliskiej odległości przebijała każdą ówczesną zbroję. Poza nią, co charakterystyczne, nosili w kołczanach po dwa-trzy lekkie oszczepy jako „amunicję rezerwową”.

Almogawarów wykorzystywano w kampaniach wojennych dwojako. Z racji mobilności i lekkiego uzbrojenia, wysyłano ich na różne misje dywersyjno-partyzanckie, jak zasadzki, nocne napady na obozy lub warownie czy nękanie kolumn marszowych wroga. Natomiast w czasie bitew występowali jako lekka piechota. Wówczas byli zdyscyplinowani niczym rzymscy legioniści. Trzymali szyk. Nie cofali się nawet wtedy, gdy pędziła na nich szarża ciężkozbrojnych rycerzy. Bili się wówczas jak ten wojownik z anegdoty Desclota – najpierw starali się powalić rumaka, a potem dopadali jeźdźca.

Katalońscy najemnicy mieli także swój okrzyk bojowy. Przechodząc do ataku skandowali „Aur! Aur! Desperata ferre!” (co można przetłumaczyć jako „Hurra! Hurra! Do broni!”). By pogłębić jego efekt psychologiczny na przeciwniku, często uderzali przy tym rytmicznie mieczami o włócznie.

Na koniec warto dodać, że w miarę profesjonalizacji, Almogawarzy wprowadzili w swoich szeregach szarże. Nazwy stopni także wywodziły się z języka arabskiego: almogawar (odpowiednik szeregowego), almogaten (sierżant) i adalil (kapitan). Tylko posiadacze dwóch ostatnich stopni mogli walczyć konno. Jednak rzadko wykorzystywali ten przywilej. Woleli, zgodnie z tradycją formacji, iść do boju pieszo, jak ich towarzysze.

Gdy Almogawarzy służyli u konkretnego władcy, zawsze dowodził nimi szlachcic przydzielony przez ich chlebodawcę. Najczęściej nie były to charyzmatyczne postacie. Jednak w 1302 r. los zetknął ich z zuchwałym liderem, za którego gotowi byli oddać życie. I siać śmierć.

Pazerny Roger

Roger de Flor przyszedł na świat w 1267 r. w Brindisi, jako syn włoskiej szlachcianki i niemieckiego sokolnika w służbie cesarza Fryderyka II. Jego ojciec zmarł młodo. Rodzina klepała biedę. Gdy miał osiem lat, matka oddała go na wychowanie templariuszom – tak rozpoczęło się jego awanturnicze życie. Malec przez lata pływał na okrętach wojennych zakonu, ucząc się arkanów sztuki żeglarskiej i wojennej. Po ukończeniu dwudziestki powierzono mu dowództwo okrętu. Po raz pierwszy zrobiło się o nim głośno w czasie oblężenia Akki w 1291 r. Roger najpierw wyróżnił się w walkach na murach z oblegającymi miasto Saracenami. Gdy jednak stało się jasne, że ta ostatnia placówka krzyżowców na Ziemi Świętej padnie, przyjmował na swój okręt uciekinierów. Ale tylko tych, którzy mu za to słono zapłacili. Tym sposobem w ciągu paru godzin stał się bogatym człowiekiem. Jednakże pozostawił na łasce mameluków wielu ludzi na brzegu i bez wyrzutów sumienia odpłynął na zachód. Gdy wieść o tym haniebnym wyczynie dosięgła uszu wielkiego mistrza zakonu templariuszy, Roger został natychmiast wyrzucony poza zgromadzenie i ogłoszony złodziejem. Nie przejął się tym zbytnio. Pozostał na drodze występku. Jakiś czas z sukcesami parał się piractwem w zachodniej części Morz Śródziemnego. Po czym zaproponował swoje usługi królowi Sycylii Fryderykowi III, synowi króla Aragonii Piotra III. Na przełomie XIII i XIV w. ów władca nadal toczył wojnę z Andegawenami i ich sojusznikami, którą rozpoczął jego ojciec. Dlatego też chętnie przyjął na służbę tak doświadczonego wojaka jak Roger. I to jemu właśnie powierzył dowodzenie swoimi najcenniejszymi żołnierzami – czterotysięcznym korpusem złożonym z katalońskich, aragońskim i oksytańskich Almogawarów. Awanturnik szybko zyskał szacunek swoich podkomendnych. W boju dorównywał im zaciekłością, a gdy nadarzyła się okazja, przewyższał ich pazernością na łupy.

Wjazd Rogera de Flor i Almogowarów od Konstantynopola
Wikipedia/Domena publiczna Wjazd Rogera de Flor i Almogowarów od Konstantynopola

W sierpniu 1302 r. w Caltabellotcie podpisano pokój, kończący dwudziestoletnią wojnę o Sycylię. Almogawarzy nagle stali się bezrobotni. Wówczas Roger de Flor utworzył z nich najemną armię - zwaną Kompanią Katalońską – w której, oprócz 4 tys. wojowniczych aragońskich górali, znalazło się 1,5 tys. kawalerzystów i kilkuset marynarzy (także pochodzących z Katalonii). Wkrótce rzutki kondotier załatwił im intratny kontrakt.

Katalońska zemsta

W toku swojego panowania cesarz Bizancjum Andronik II Paleolog próbował powstrzymać napór Turków osmańskich w Anatolii. Bezskutecznie. Latem 1302 r. jego armia przegrała z nimi walną bitwę na równinie Bafeus, w wyniku czego utracił Bitynię (region w północno-zachodniej Anatolii). Nieprzypadkowo w tym kryzysowym momencie na dworze w Konstantynopolu pojawili się wysłannicy Rogera de Flor. Zaproponowali usługi Kompanii na okres dziewięciu miesięcy za dwukrotność normalnej stawki. Ponadto domagali się, by cesarz nadał ich dowódcy tytuł Wielkiego Księcia, a także wyraził zgodę na jego ożenek ze swoją 16-letnią siostrzenicą. Andronik II przystał na te wygórowane warunki, bo Turcy stali niemal u bram jego stolicy. Nie spodziewał się, że chcąc ugasić jeden pożar, wywoła drugi.

Wjazd Rogera de Flor i Almogowarów od Konstantynopola
History of Catalan Company Pochód Kompanii Katalońskiej

Kompania Katalońska, licząca razem z rodzinami wojowników i służbą obozową ok. 8 tys. ludzi, przypłynęła na ponad 30 statkach z Messyny do Konstantynopola w styczniu 1303 r. Od razu pokazali, że nie należy z nimi zadzierać. Po kilku dniach pobytu w mieście, Almogawarzy skonfliktowali się z miejscowymi Genueńczykami, mieszkającymi w Perze. Bójki na ulicach tej dzielnicy szybko zamieniły się w regularną bitwę, a właściwie masakrę. Katalończycy byli górą – zamordowali ok. 3 tys. ludzi.

Po tym incydencie cesarz szybko zapragnął pozbyć się kłopotliwych wojaków z miasta. W połowie 1303 r. armia Rogera de Flor ruszyła, by wspomóc wojska bizantyjskie walczące z Turkami w zachodniej Anatolii. Ich pierwszym zadaniem było uratowanie nadmorskiego Kyzikos. Oblegała je liczna turecka armia obozująca w pewnym oddaleniu od murów miasta. Nie zwykła była wystawiać na noc straży – do tego stopnia wątpiono w możliwość bizantyjskiej wycieczki. Ich błąd wykorzystali katalońscy najemnicy. Pewnej październikowej nocy po cichu otoczyli obozowisko. Nad ranem, gdy jego mieszkańcy jeszcze spali, natarli z przerażającym okrzykiem „Aur! Aur!”. W rzezi, jaka się rozpętała, wymordowali ok. 13 tys. żołnierzy. Poza tym wzięli w niewolę tysiące kobiet i dzieci. Roger wysłał je potem w prezencie swojej żonie.

Następne kilkanaście miesięcy Kompania Katalońska z sukcesami walczyła przeciwko Turkom w południowo-zachodniej Anatolii. Pod Filadelfią (dziś Alaşehir) zmasakrowała armię Karamanów – z 20 tys. ludzi, z życiem uszło raptem 1,5 tys. Potem i ich wybito w zasadzce pod Tirą. Następnie w bitwie u podnóża gór Taurus najemnicy rozgromili wojska niejakiego Sarkana.

Rajd Katalończyków przyniósł efekt. Napór Turków chwilowo zelżał. W związku z tym pod koniec 1304 r. Kompania powróciła na wybrzeże, rozkładając się obozem na półwyspie Gallipoli.

Mimo militarnych sukcesów, obecność iberyjskich najemników stawała się dla Andronika II coraz bardziej niebezpieczna. Roger de Flor dawał jasno do zrozumienia, że walczy nie tylko dla pieniędzy i łupów, ale zmierza do stworzenia własnego państwa na terenie Anatolii. Poza tym na wyzwalanych terytoriach Almogawarzy traktowali Greków jak mieszkańców wrogiego podbitego kraju. Masowo brali ich w niewolę, gwałcili kobiety, kradli, torturami wymuszali ukryte precjoza. Nieszczęśnikom, którzy nie byli w stanie się wykupić, często obcinali ręce i nogi. W końcu zaczęto się ich obawiać bardziej niż Turków.

Wjazd Rogera de Flor i Almogowarów od Konstantynopola
East News Śmierć Rogera del Flor (obraz z lat 20. XX w.)

Cesarz rozpoczął rozprawę z Kompanią od wyeliminowania jej dowódcy. Wiosną 1305 r. Roger de Flor przybył z wizytą do Adrianopola, gdzie rezydował syn władcy Michał, z eskortą liczącą około tysiąca żołnierzy. 5 kwietnia, gdy miał wyjeżdżać, wyprawiono na jego cześć przyjęcie pożegnalne. W czasie bankietu kondotier został zasztyletowany, a jego zaskoczoną almogawarską świtę otoczyło i zmasakrowało bizantyjskie wojsko.

Cesarz liczył, że bez Rogera de Flor bojowość i ambicje Kompanii osłabną. Tymczasem stało się odwrotnie. Na wieść o śmierci swojego ukochanego wodza, najemnicy – a pozostało ich 3,3 tys. Almogawarów i 200 konnych - poprzysięgli Bizancjum zemstę. Wybrali nowego przywódcę, Berenguera de Entenzę, i rozpoczęli trwający kilka lat zbójecki rajd po cesarstwie.

Wjazd Rogera de Flor i Almogowarów od Konstantynopola
Wikipedia/Domena publiczna Wyprawa przeciw Almogawarom (malowidło naścienne w Pałacu Królewskim w Barcelonie)

Najpierw najemnicy odparli armię Andronika, która próbowała zdobyć ich fortyfikacje na Gallipoli. Potem, z pomocą operujących w regionie katalońskich żeglarzy, złupili wiele wysp na Morzu Marmara. Wreszcie uderzyli na Trację. Palili i rabowali wszystkie wsie, miasteczka, klasztory, które napotkali na swojej drodze. Cesarz wysłał przeciwko nim 7-tysięczną armię, ale ta nie dała im rady. W lipcu 1305 r. pobili ją pod Apros, o mało nie zabijając samego następcy tronu.

Po trzech latach łupienia Tracji, Kompania Katalońska opuściła bazę w Gallipoli i ruszyła szukać szczęścia w dzisiejszej centralnej Grecji.

Neopatras

Katalońskim najemnikom, po latach tułaczki, udało się stworzyć własne państwo. W 1311 r. podbili pod Halmyros przeważające siły Waltera z Brienne, hrabiego Aten. Odebrane mu ziemie rozszerzyli o sąsiednie terytoria tworząc w 1318 r. hrabstwo Neopatras, oficjalnie podporządkowanie Królestwu Aragonii.

Wojownicy z Kompanii spełnili swoje marzenia - otrzymali własne dobra, awansując na panów feudalnych. Ich potomkowie władali hrabstwem Neopatras aż do 1390 r.

Wojciech Rodak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowiny24.pl

promocja -50%

Gazeta online przez 90 dni za połowę ceny

43,50 87,00

Skorzystaj z promocji i ciesz się codziennym dostępem do gazety online przez 90 dni. Z tą ofertą oszczędzasz aż połowę ceny!

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.