Niemiecki wampir w Krakowie. Prawda czy wojenna miejska legenda?

Czytaj dalej
MM

Niemiecki wampir w Krakowie. Prawda czy wojenna miejska legenda?

MM

Franz Tham zwabiał do siebie dzieci i dziewczęta, zabijał, a zwłoki palił w piecu. Jak głosi miejska legenda - wyrabiał z nich również wędliny. Ile w tej historii jest prawdy, a ile - miejskiej legendy?

Tham jest w skrócie przedstawicielem zwyrodnialców i morderców, jakich masowo nasłano na nieszczęsną Polskę. Sprawa jego musi nabrać rozgłosu międzynarodowego - apelował w czerwcu 1945, na tydzień przed zakończeniem wojny, autor świeżo utworzonego Dziennika Polskiego, podpisujący się S.M.

Sensacja

Artykuł o szokującej, nawet jak na wojenną makabrę treści, nosił tytuł „Palił w piecu głowy kobiece”. Podtytuł wyjaśniał, że chodzi o „potworne zbrodnie niemieckiego wampira w Krakowie”. Sprawa, raczej wbrew życzeniu S.M., nie nabrała szerszego międzynarodowego rozgłosu, choć starsi mieszkańcy Krakowa do dziś dobrze ją pamiętają.

Dziennikarska relacja z 1945 stała się za to kanwą wielu późniejszych, sensacyjnych opisów makabrycznej zbrodni, jakie przywoływane są do dzisiaj w rubrykach poświęconych zwyrodniałym mordercom.

Z akt

Nieco światła na historię i postać zbrodniarza z NSDAP (Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników) grasującego w wojennym mieście i zwabiającego do siebie dzieci i młode dziewczyny, rzucają materiały IPN, a konkretnie artykuł Tomasza Konopki, Pawła Kwaska i Macieja Bochenka pt. „Okupacja Krakowa 1939-1945 w protokołach sekcyjnych Zakładu Medycyny Sądowej”. W trakcie nazistowskiej okupacji Krakowa kierowany przez Niemca Wernera Becka zakład wykonał ponad cztery tysiące sekcji zwłok. W zawierusze wojennych i powojennych dziejów około 3700 protokołów ocalało, stanowiąc dziś cenny materiał archiwalny.

Werner Beck z ramienia hitlerowców zastąpił przedwojennego szefa zakładu, prof. Jana Olbrachta, który większą część okupacji spędził w obozie koncentracyjnym w Auschwitz. Profesor Olbracht powrócił z obozu w czerwcu 1945 roku i do razu podjął starania, by odtworzyć niezachowane protokoły. Jednakże księgę sekcyjną czasów okupacji stworzono dopiero współcześnie, na potrzeby opracowania IPN.

Czasy horroru

Opis krakowskiej okupacji z perspektywy prosektorium to dokumentacja czasów horroru.

Tragedii krakowskich Żydów towarzyszą wstrząsające opisy sekcji zabitych żołnierek i żołnierzy podziemia, ofiar deportacji, zabójstw, samobójstw, makabrycznych śmierci w aresztach i - czasami - w obozach. Trafiały tu także zwłoki niemieckich katów oraz volksdeutschów, na których wykonywano wyroki.

Dużą część protokołów stanowią ofiary okupacyjnej codzienności. Zaś „pod koniec okupacji sekcji było tak dużo, że obducenci nie nadążali z pisaniem protokołów”. W przypadku ofiar po stronie okupanta opisy sekcji prowadził sam Beck i te materiały się nie zachowały.

Jednym z wyjątków jest notka o zwłokach Franza Thama, mężczyzny lat 53, rozstrzelanego wyrokiem sądu.

„Skierowany z więzienia przy ul. Senackiej. Rozstrzelany wyrokiem sądu. Wspólnie z Anną Motak zwabiali do siebie młode dziewczęta i wyrabiali z nich kiełbasy” brzmi zapis ręką Becka z 1943 roku.

Seryjny niemiecki morderca grasujący w mieście nazywał się Franz Tham i należał do NSDAP. Z jakichś, bliżej nieznanych powodów, przyjechał do okupacyjnego Krakowa i stał się zarządcą wielkiego garażu samochodowego na Starym Mieście.

Zwabiał do siebie dzieci i młode dziewczęta, które razem ze wspólniczką zabijał, a zwłoki palił w piecu.

Do makabrycznych szczegółów, podkreślonych w pierwszej dziennikarskiej relacji, należało też wytapianie tłuszczu z ciał ofiar i kanibalizm Thama. Niespalone części ciał oraz zrabowane przedmioty sadystyczny morderca wywoził w Sudety, mając do dyspozycji samochody ze swojego garażu.

Po co - o tym historia milczy. Wiadomo tyle że przywoził stamtąd cenne dobra. Budzi to pewne skojarzenie. W muzeum obozu w Buchenwaldzie widziałem makabryczne „artefakty” wykonane m.in. z kości ofiar. Należały do kolekcji hitlerowców, którzy chlubili się takim „hobby”. O tym, jak bardzo odczłowieczone było wychowanie nazistów, przyzwyczajanych do zabijania i pozbawiania ludzkiej godności zwłok, opowiadają liczne książki i filmy.

W tym jednak wypadku badacze wskazują na typ kanibala- mordercy na tle seksualnym, z opisem działań, który powtarza się w tego typu przypadkach.

Miejska legenda

Seryjny morderca z NSDAP grasujący w Krakowie przyznał się do zabicia 32 ofiar.

Historia zwyrodnialca skończyła się, gdy jedna z koleżanek wspólniczki Thama odkryła zbrodniczy proceder. Dużo odwagi wymagało zgłoszenie tego hitlerowskim władzom.

Wyrok wykonano, a opinia Zakładu Medycyny Sądowej, skreślona ręką Becka, o robieniu z ludzi kiełbas, nawiązująca do okupacyjnego głodu, stała się najprawdopodobniej podstawą do stworzenia powojennej „miejskiej legendy”. Taką tezę stawiają w swym artykule autorzy cytowanego opracowania, zauważając, że źródłem zachowanej w protokołach Zakładów Medycyny Sądowej informacji była opinia niemieckiego szefa zakładu. Werner Beck „był osobą apodyktyczną, wręcz psychopatyczną, za niewielkie, a nawet wyimaginowane przewinienia straszył więzieniem i bił”. Niektórzy z pracowników trafili przez niego do obozu w Płaszowie.

Na wielu zwłokach przeprowadzał przerażające eksperymenty, nacinał serce, używał czasem siekiery. Miał sprawdzać, jak szybko zanikają obrażenia.

Beck zdołał uciec do Niemiec i zmarł tam w 1988 roku.

MM

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ozbychu1

Juz wyhodowali stado rusofobow, teraz pora na podkreślanie,,niemiecki "w kazdym zlym slowa znaczeniu.

plus.nowiny24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.