Marek Białowąs

- Nie zasłużyłam sobie na mandat - twierdzi Czytelniczka

Marek Białowąs

- Nikogo nie naraziłam na niebezpieczeństwo, a musiałam zapłacić 50 zł. Za nic - mówi Czytelniczka . Co na to funkcjonariusze?

Pani Danuta K. (nazwisko do wiadomości redakcji) opowiedziała ,,GL’’ historię pechowego mandatu. 23 listopada br. już po zapadnięciu zmroku szła al. Wojska Polskiego na wysokości fabryki wódek w kierunku centrum. W tym miejscu trwały jeszcze prace przy budowie nowej ścieżki rowerowej. Codziennie, po zakończeniu robót wykonawca zamykał ten odcinek trotuaru ustawiając znak - zakaz wstępu pieszych.

- Było ciemno, mały ruch, a ja mam problemy ze wzrokiem - mówi pani Danuta. - Nie zauważyłam, że minęłam znak, bo chodnik był nowy, równiutki. Nagle zatrzymało się nieoznakowane auto. Wysiadł z niego policjant i spytał, czy wiem, że naruszam przepisy. Odpowiedziałam, że jeśli tak - to się cofnę. Nie pozwolił mi na to.

Czytelniczka została zaproszona do auta. Policjant zaproponował jej mandat bądź w razie odmowy jego przyjęcia, skierowanie sprawy do sądu.

- Sąd kojarzy mi się z wysokimi kosztami, a ja na rękę mam miesięcznie 820 zł. Nie zgodził się, żeby mnie puścić bez mandatu, nie zadowolił się pouczeniem mnie. Podobno spowodowałam zagrożenie w ruchu drogowym. A ja nikomu nie przeszkadzałam - mówi Czytelniczka. - Gdy spisywano moje dane obok radiowozu w ten sam sposób co ja przechodzili inni i nie było reakcji policjantów. Powiedzieli mi, że ,,jak skończymy z panią, zajmiemy się nimi’’. I rzeczywiście po wyjściu z auta zatrzymali jakiegoś młodzieńca.

Czytelniczka podkreśla też, że miejsce, w którym dostała mandat, było idealne dla policjantów do ,,polowania’’ na pieszych.

Pani Danuta nie mogąc pogodzić się z tak surową karą sfotografowała komórką moment zatrzymania pechowego przechodnia. Zaczęła zwracać też uwagę na inne roboty na chodnikach. - Okazuje się, że nie wszędzie stoją znaki zakazu dla pieszych. Np. na ul. Batorego można sobie chodzić. Czytelniczka podkreśla też, że miejsce, w którym dostała mandat, było idealne dla policjantów do ,,polowania’’ na pieszych. Znaki zakazu zostały ustawione z dwóch stron chodnika, a pośrodku znajdował się czynny przystanek PKS, z którego korzystali ludzie wysiadający z autobusu. Każdy nieświadomie łamał przepisy.

- Ciekawe ile mandatów ludzie tu zapłacili? Spotkałam przypadkiem sąsiadkę, która też mi powiedział, że została ukarana za tę samą sprawę co ja - mówi Danuta K. - Mam żal, że za taką błahą sprawę musiałam płacić.

O powód ukarania Czytelniczki zapytaliśmy policję. - Pani Danuta została ukarana zgodnie z przepisami art. 86 kodeksu wykroczeń. Spowodowała zagrożenie w ruchu drogowym - mówi Kamila Wydrych z biura prasowego Komendy Miejskiej Policji w Zielonej Górze. - A o tym, czy znak powinien tam stać czy nie decyduje nie policja a zarządca drogi. Nasza Czytelniczka nie może się pogodzić z karą. Napisała w tej sprawie list do wojewody lubuskiego z prośbą o anulowanie kary.

Marek Białowąs

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2025 Polska Press Sp. z o.o.

Dokonywanie zwielokrotnień w celu eksploracji tekstu i danych, w tym systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji z niniejszej strony internetowej, w tym ze znajdujących się na niej publikacji, przy użyciu oprogramowania lub innego zautomatyzowanego systemu („screen scraping”/„web scraping”) lub w inny sposób, w szczególności do szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez wyraźnej zgody Polska Press Sp. z o.o. w Warszawie jest niedozwolone. Zastrzeżenie to nie ma zastosowania do sytuacji, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe. Szczegółowe informacje na temat zastrzeżenia dostępne są tutaj.