Miało być więcej rozwodów przez koronawirusa, na Podkarpaciu na razie jest mniej

Czytaj dalej
Fot. pixabay.com / Victoria_Borodinova
Urszula Sobol

Miało być więcej rozwodów przez koronawirusa, na Podkarpaciu na razie jest mniej

Urszula Sobol

Epidemia koronawirusa i związane z nią obostrzenia bez wątpienia wpłynęły na życie mieszkańców Podkarpacia. Znacznie spadła liczba zawartych małżeństw, ale też rozwodów.

Z danych Urzędu Statystycznego w Rzeszowie wynika, że w pierwszym półroczu 2020r. na Podkarpaciu na ślubnym kobiercu stanęło 1900 par. Z kolei Jerzy Wiktor, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Rzeszowie, informuje że do 10 października 2020r. w urzędzie sporządzono 765 aktów małżeństw. Natomiast w ubiegłym roku - 1079.

Powodem spadków jest rzecz jasna pandemia koronawirusa.

- Z uwagi na obecną sytuację, narzeczeni zmieniali i nadal zmieniają ustalone terminy ślubów przekładając je na późniejszy okres. Przypuszczamy jednak, że na koniec 2020 roku liczba zawartych małżeństw będzie zbliżona do roku poprzedniego. Natomiast, jeśli chodzi o rozwody, w całym roku 2019 do USC w Rzeszowie wpłynęło 338 wyroków rozwodowych, a do 10 października obecnego roku - 199.

W trakcie trwania wiosennego lockdownu sporo mówiło się o tym, że przymusowe zamknięcie ludzi w domach prawdopodobnie przyczyni się do rozpadu wielu związków i fali rozwodów. Dane z rzeszowskiego USC na razie jednak tego nie potwierdzają.

- Rozwód wymaga załatwienia wielu formalności, a w związku z trwającą pandemią po prostu boimy się chodzić po urzędach. Żyjemy więc w pewnym stanie przejściowym i niektóre sprawy są najprawdopodobniej "utajone i ukryte". One wyjdą, ale dopiero jak wrócimy do jakiejś formy normalności - mówi Leszek Gajos, socjolog z Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Rzeszowie.

Coraz chętniej "na kocią łapę"

Nie zmienia się natomiast tendencja jeśli chodzi o rezygnację z formalizowania związków. Na Podkarpaciu coraz więcej ludzi decyduje się na życie bez ślubu, choć prawdopodobnie i tu koronawirus ma sporo do powiedzenia. Niektórzy narzeczeni czekają po prostu na bezpieczniejsze czasy.

- Młodzi boją się o frekwencję na ślubie, weselu i przepisy, które w każdej chwili mogą się zmienić - tłumaczy Leszek Gajos. Dodaje też, że obecnie parom prościej jest - chociażby od strony organizacyjnej - zalegalizować związek w urzędzie aniżeli w kościele. Ta druga uroczystość wymaga bowiem dodatkowych formalności.

Urszula Sobol

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowiny24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.