
Jak zginął? Rodzina ma wątpliwości, stawia pytania. Dlaczego doszło do pożaru auta? Czy to ogień był przyczyną śmierci 24-letniego Łukasza Grabca z Trzęsówki?
Był oczkiem w głowie rodziców, bo jako jedyny został z nimi na gospodarstwie, kiedy jego trzej bracia pojechali za chlebem za granicę. W dodatku najbliżsi chuchali na niego i dmuchali, bo jako dziecko cudem uniknął śmierci. Upadł na leżącą na ziemi szybę i przeciął sobie tętnicę.
- Ratownicy stwierdzili, że nie żyje i chcieli zaprzestać reanimacji. To mama błagała, żeby zawieźli go do szpitala i ratowali - opowiada Andrzej Grabiec, jeden z braci tragicznie zmarłego Łukasza. - I faktycznie ze szpitala przetransportowano go do Rzeszowa, a potem do Krakowa. Wyszedł z tego, bo mama do końca o niego walczyła - wspomina.
W dalszej części materialu:
- o wątpliwościach rodziny
- co wynika z relacji kolegów
Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.
-
Prenumerata cyfrowa
Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 3,69 zł dziennie.
już od
3,69 ZŁ /dzień