Krzysztof Pięciak historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Legenda wzgórza Kaim

Pomnik na wzgórzu Kaim ustawiono ponoć w miejscu, w którym znaleziono poległego żołnierza armii carskiej. Odsłonięcie obelisku na wzgórzu Kaim, grudzień Fot. „Nowości Illustrowane” Pomnik na wzgórzu Kaim ustawiono ponoć w miejscu, w którym znaleziono poległego żołnierza armii carskiej. Odsłonięcie obelisku na wzgórzu Kaim, grudzień 1915 r.
Krzysztof Pięciak historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Krakowski Oddział IPN i „DZIENNIK POLSKI” PRZYPOMINAJĄ. Grudzień 1914. Trwająca od ponad pół roku wojna, nazywana wtedy Wielką Wojną, a później I światową, w ciągu kilku miesięcy spod Kraśnika, Rawy Ruskiej i Przemyśla zbliżyła się pod Kraków.

Tych mieszkańców Krakowa, którzy z końcem listopada 1914 r. mogli pozostać w mieście - a spora część krakowian została ewakuowana w związku z przygotowaniami do obrony - na ulicach co kilka dni witały nowe obwieszczenia. A to wezwanie do oszczędzania wody i naprawy studni, a to przypomnienie o nakazie zgromadzenia stosownej ilości żywności na wypadek oblężenia. A także wojskowe obwieszczenia o sądach doraźnych.

Zamykały się sklepy. Nawet pieczywo drożało i stawało się luksusem, bo wyjazdów po żywność poza obręb Festung Krakau (Twierdzy Kraków) zabroniono. Z oddali narastał huk dział. Powtarzane z ust do ust wieści głosiły, że rosyjskie wojska zbliżają się do miasta.

Pierwsza bitwa o Kraków

Trwająca od ponad pół roku wojna, nazywana wtedy Wielką Wojną, a później I światową, w ciągu kilku miesięcy spod Kraśnika, Rawy Ruskiej i Przemyśla zbliżyła się pod Kraków. Mimo początkowych sukcesów, jesienią 1914 r. austro-węgierska armia znalazła się w Galicji w odwrocie. Klęską kończyły się kolejne próby zatrzymania rosyjskiego „walca parowego”. Oparciem dla następnej miała stać się Twierdza Kraków.

Podchodzące od północnego-wschodu, a w połowie listopada zbliżające się już do zewnętrznego pierścienia Twierdzy wojska rosyjskie zostały zatrzymane - lecz nie rozbite - w walkach m.in. pod Goszczą, Biórkowem i w rejonie Proszowic. Później nazwano te starcia pierwszą bitwą o Kraków. Jednak od południa rysowało się nowe zagrożenie: oddziały carskiej 3. Armii pod dowództwem gen. Radko Dimitriewa podchodziły już pod Brzegi, Wieliczkę, Dobczyce - i wreszcie pod sam Kraków.

„Przez dziewięć dni strzelanina…”

„Z tego powodu, że Moskale chcieli się osadzić z armatami na Gaju i na Kaimie, nasza artyleria chcąc temu przeszkodzić biła w te miejsca, że aż jęczało [...]. Po opuszczeniu więc wojsk austriackich Bieżanowa i okolicy i zamknięciu bram Twierdzy Krakowa, od 27 względnie 28 listopada 1914 roku ulokowali się Moskale w Bieżanowie, ale tylko na Gaju. Przez dziewięć dni była strzelanina, raz mniejsza między patrolami, lecz nigdzie w tym miejscu do żadnej większej potyczki nie przyszło i sama tylko artyleria nasza trzymała Moskali w należytym oddaleniu od Krakowa. Z cywilnej ludności nawet ranny nikt nie został” – zanotował organista Jakub Jamka z Bieżanowa.

Patrole rosyjskie dochodziły zresztą jeszcze dalej - rozpoznawały pozycje załogi twierdzy, która skoncentrowała się w fortach jej południowo-wschodniej części oraz w łączących je okopach i umocnieniach polowych. Załogę wspierała forteczna artyleria, której ogień uniemożliwiał carskiej piechocie rozwinięcie natarcia. Zanim rozpoczęło się planowane przeciwuderzenie załogi, przeciwnik wycofał się.

Dla pokrzepienia serc

Skąd zatem powtarzana do dziś legenda o kluczowym dla ocalenia Twierdzy Kraków znaczeniu wzgórza Kaim i stoczonym tam rzekomo krwawym boju?

O odparciu wojsk carskich z przedpola twierdzy rozpisywała się wówczas krakowska prasa, zachwalając męstwo i zasługi żołnierzy. Po paśmie klęsk, poniesionych jesienią 1914 r., c. i k. armia (i propaganda) potrzebowała sukcesów. Zmuszenie przeciwnika do odwrotu spod Krakowa, głównego - obok okupowanego już Lwowa - miasta Galicji, było nim niewątpliwie.

W podobnym tonie niedługo później pisano - szczególnie na Węgrzech – o walkach węgierskich huzarów na wzgórzu Jabłoniec koło Limanowej. Także ten bój nie był rozstrzygający dla powodzenia operacji limanowsko-łapanowskiej, ale po tym, jak został emocjonalnie opisany przez korespondenta wojennego Ferenca Molnára (znanego przede wszystkim jako autor „Chłopców z Placu Broni”), awansował do jej symbolu.

Legenda o znaczeniu wzgórza Kaim dla bojów w 1914 r. znalazła zresztą szybko swoje materialne odbicie, które można oglądać do dziś: w pierwszą rocznicę odparcia Rosjan uroczyście odsłonięto na wzgórzu pomnik. Ponownie rozpisywały się gazety

- i ponownie fakty mieszały się z legendą. Np. w tekście zobrazowanym fotografią gen. Karla Kuka, przemawiającego podczas odsłonięcia obelisku na wzgórzu Kaim, „Nowości Illustrowane” tak przedstawiały boje: „O świcie pułki polskie wypadły niespodzianie i po bitwie zajęły wzgórza, obsadzone przez wroga i zmusiły go do ucieczki. Rosyanie byli zmuszeni ustąpić z pod Krakowa, by już więcej w pobliże jego nie wrócić”.

Na pomniku umieszczono inskrypcję (w języku niemieckim): „W tym miejscu 6 grudnia 1914 roku zatrzymano natarcie najdalej wysuniętych oddziałów armii rosyjskich”.

Co mówią groby?

Pomnik na wzgórzu Kaim ustawiono ponoć w miejscu, w którym znaleziono poległego żołnierza armii carskiej - miało to być najbliższe Rynku krakowskiego miejsce, dokąd dotarli żołnierze tej armii. Jeśli tak rzeczywiście było, mógł być nim zwiadowca bądź ofiara wspomnianego ostrzału przez artylerię twierdzy. Podawanej niekiedy liczby aż trzech tysięcy poległych w tym miejscu nie potwierdzają żadne źródła - w tym akta Kriegsgräber Abteilung Krakau, wojskowej instytucji zajmującej się pochówkami - a ewidencja poległych prowadzona była jak na ówczesne okoliczności sumiennie.

Próżno też byłoby szukać aż tylu poległych na okolicznych cmentarzach. Pojedyncze pochówki znajdowały się m.in. w Staniątkach (dwóch poległych) oraz na cmentarzu parafialnym w Bieżanowie (dziesięciu). Szczątki tych ostatnich ekshumowano w latach 30. i przeniesiono na kwaterę wojenną cmentarza w Wieliczce.

Z kolei na założonych podczas I wojny światowej kwaterach cmentarza Rakowickiego spoczywa wprawdzie kilka tysięcy żołnierzy, jednak na tę liczbę składają się głównie zmarli z ran i chorób w licznych krakowskich szpitalach przedstawiciele wszystkich walczących armii, a także zmarli jeńcy i internowani (chowani aż do 1920 r.).

Zapomniane mogiły

Zauważmy w tym miejscu, że o ile pomnik na wzgórzu Kaim i zachodniogalicyjskie cmentarze wojenne istnieją dziś w publicznej świadomości, o tyle cmentarze pierwszowojenne w północnej Małopolsce - na których spoczęli polegli w walkach podczas tzw. pierwszej bitwy o Kraków i na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej - są szerzej nieznane. Tymczasem pomnik na wzgórzu Kaim, symbol odparcia wojsk carskich pod Krakowem, w symboliczny sposób upamiętnia także ich.

To smutna historia destrukcji miejsc pamięci: niektóre zdewastowano w okresie międzywojennym, inne zostały zajęte w latach PRL przez późniejsze pochówki. Jeszcze inne zostały - bywało i tak - współcześnie redefiniowane poprzez tablice informujące o spoczywających tu np. „Polskich żołnierzach, którzy oddali życie za Ojczyznę”, jak w Igołomii czy na cmentarzu w Kalisiu-Ogonowie, gdzie uzasadnieniem dla takiej inskrypcji był zapewne pochówek jednego polskiego legionisty - wśród 773 żołnierzy armii austro-węgierskiej i 81 armii rosyjskiej.

Dopiero teraz stopniowo przywraca się je do przestrzeni pamięci, opisując i - nierzadko - odnajdując i oznaczając na nowo miejsca, które dziś można rozpoznać już tylko po odmiennej roślinności czy poprzez badania archeologiczne.

Krwawe boje w Karpatach

Gdy rosyjskie patrole krążyły po okolicach Bieżanowa, kilkadziesiąt kilometrów dalej na południe i wschód wrzały ciężkie walki. Przerzucony koleją z północnego brzegu Wisły XIV Korpus gen. Józefa Rotha – uważany za elitarny i złożony z pułków z Dolnej i Górnej Austrii, Tyrolu oraz Vorarlbergu – nacierał na skrzydło carskich wojsk w dolinie Stradomki i Łososiny.

Walki te, które przeszły do historii jako operacja limanowsko-łapanowska, okupiono przerażającymi wręcz stratami. Np. w 13. Dywizji Piechoty Landwehry, która wyruszyła do walki w liczbie 3 tys. żołnierzy, po dziesięciu dniach bojów pozostało 700 ludzi. Świadectwem strat są dziś rozrzucone na tym terenie cmentarze; na niektórych spoczywa po kilkuset poległych.

Za taką cenę armii austro-węgierskiej udało się - właśnie dzięki manewrowi korpusu gen. Rotha - zmusić wojska rosyjskie do odwrotu spod Krakowa. Z kolei na przełomie grudnia 1914 r. i stycznia 1915 r., po kolejnych krwawych walkach stoczonych na obszarze pomiędzy Tarnowem a Jasłem, front ustabilizował się na kolejne miesiące na linii Dunajca, Białej i wzdłuż grzbietów Beskidów.

Armia carska nigdy nie dotarła w te rejony. Kilka miesięcy później z pozycji wywalczonych na przełomie 1914 i 1915 r. ruszyła wielka ofensywa gorlicko-tarnowska, która na dobre wyparła wojska rosyjskie z całej Galicji.

Krzysztof Pięciak historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.