Paweł Stachnik

Krakowski „Suchard” strajkuje

Pogrzeb robotników zabitych podczas starć z policją Fot. Fot. archiwum Pogrzeb robotników zabitych podczas starć z policją
Paweł Stachnik

2-8 marca 1936. Trwa strajk okupacyjny w zakładach "Suchard" w Krakowie. Protesty wybuchają też w innych fabrykach. Dochodzi do walk ulicznych.

Mimo że formalnie Wielki Kryzys skończył się w Polsce w 1935 r., trudności ekonomiczne nie zniknęły z dnia na dzień. Utrzymywał się niski poziom produkcji i sprzedaży, a co za tym idzie wysokie bezrobocie i marne płace. By zaś jeszcze więcej zaoszczędzić, właściciele zakładów i fabryk rozpoczęli akcję obniżania pensji swoim pracownikom. Wszystko to wywoływało niezadowolenie społeczne znajdujące ujście strajkach i demonstracjach. Również w Krakowie.

Jako pierwsi w 1936 r. po oręż strajkowy sięgnęli pracownicy zakładów państwowego monopolu spirytusowego i tytoniowego. Od 22 stycznia co dzień przerywali pracę na godzinę, a potem na dwie. Od 4 lutego robotnicy innych fabryk zaczęli organizować w zakładach wiece, podczas których śpiewali pieśni rewolucyjne.

2 marca w Polsko-Szwajcarskiej Fabryce Czekolady „Suchard” SA przy ul. Mostowej 6 rozpoczął się strajk okupacyjny. Protestujący domagali się podwyżki płac i zawarcia układu między zarządem fabryki a pracownikami. Był to pierwszy w Krakowie strajk okupacyjny w dużym zakładzie, więc wzbudził powszechne zainteresowanie.

Sytuacja zatrudnionych w „Suchardzie” była ciężka: pracowali po trzy dni w tygodniu ze stawką 20-30 groszy za godzinę. W lutym 33 robotnikom obniżono płace, a 12 wyrzucono z pracy.

Zwolnieni byli w większości aktywistami związków zawodowych powiązanych z PPS i KPP. By zniechęcić strajkujących dyrekcja zakładu już w pierwszym dniu odcięła im dopływ wody i zabroniła dostarczać jedzenie. Wywołało to oburzenie mieszkańców miasta kibicujących robotnikom, a także akcję solidarnościową.

Pod fabrykę ściągały grupy pracowników z innych fabryk, którzy wznosili okrzyki przeciw takiemu traktowaniu strajkującej załogi. Grupa młodych ludzi kamieniami wybiła szyby w mieszkaniu właścicieli „Sucharda”, Karola i Samuela Laksów, przy pl. Kossaka. 3 marca na żądanie kierownika IV Komisariatu Policji, komenda miejska wysłała pod fabrykę 10 pieszych policjantów, którzy mieli rozpędzić 400-osobowy tłum, złożony głównie z rodzin strajkujących. Tłum rozpro-szono bez większego trudu.

Od 6 marca zwiększała się akcja solidarnościowa z suchardowcami. Wieczorem w godzinach 18-20 w Domu Górników przy al. Krasińskiego 16 odbyło się zgromadzenie zwołane przez Oddział Cukierników Związku Zawodowego Robotników Przemysłu Spożywczego. Wzięło w nim udział 700 osób. Jako ostatni przemawiał Stanisław Drobner, który zagroził władzom wybuchem strajku generalnego.

7 marca w Domu Górników odbyło się kolejne zebranie, na którym Drobner poinformował o przebiegu rozmów w Starostwie Grodzkim i że na godz. 19.30 zaplanowano konferencję z inspektorem pracy. Wobec głosów, by iść pod „Sucharda”, Drobner zaapelował, by tego nie robić i zaczekać na ustalenia konferencji z inspektorem.

Gdy mówca wyszedł, sytuację wykorzystali komuniści, którzy wezwali do pochodu pod fabrykę. Około 300 osób wyszło z Domu Górników i przeszło do ul. Grzegórzeckiej, gdzie zostali rozproszeni przez policję pieszą i konną.

Wobec powtarzających się akcji solidarnościowych ze strajkującymi suchardowcami starosta grodzki Władysław Pałosz podjął interwencję w Okręgowym Inspektoracie Pracy, a ten w nocy z 7 na 8 marca doprowadził do zawarcia porozumienia. Pracownicy mieli otrzymać podwyżkę 3-7 proc., miała zostać podpisana umowa zbiorowa na rok, a także uznane inne postulaty.

Zgaszenie jednego strajku nie uspokoiło sytuacji w mieście. Wybuchały kolejne protesty: w fabrykach „Pischinger”, „Helvetia” i „Semperit” oraz wśród szewców. W nocy z 20 na 21 marca policja usunęła siłą strajkujących w Sempericie, bijąc przy tym kilka robotnic. W Krakowie zawrzało.

23 marca 10-tysięczny pochód robotniczy wyszedł z ul. Warszawskiej do Rynku Głównego, atakując po drodze policjantów i wybijając szyby . Na Basztowej zagrodziła mu drogę policja. Doszło do walk ulicznych, które rozlały się na sąsiednie ulice. Od kul policji zginęło osiem osób, a kilkadziesiąt zostało rannych. Po raz drugi od pamiętnego listopada 1923 r. na ulicach Krakowa robotnicy walczyli z policją.

Paweł Stachnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.