Elżbieta Pietrzyk-Dąbrowska, historyk, pracownik IPN

Kołchoźnik, radio na drutach

Kołchoźniki miały wyłącznie pokrętło głośności Fot. Wikipedia Kołchoźniki miały wyłącznie pokrętło głośności
Elżbieta Pietrzyk-Dąbrowska, historyk, pracownik IPN

Plany odbudowy radiofonii po II wojnie światowej przygotowywane były zarówno przez Polskie Państwo Podziemne, jak i przez komunistów Obie strony zdawały sobie sprawę ze znaczenia radia w komunikacji ze społeczeństwem oraz z jego siły propagandowej.

Obecność Armii Czerwonej na ziemiach polskich przesądziła o tym, kto będzie organizatorem oraz zarządcą tego medium. Radiofonizacja kraju była dla nowej władzy priorytetem, jednak brak prądu w większości polskich domów powodował, że programy radiowe mogły być początkowo przesyłane tylko „po drutach”.

„Polskie Radio”

Historia PRL-owskiej radiofonii rozpoczęła się 11 sierpnia 1944 r. w Lublinie, z chwilą nadania pierwszej audycji na falach średnich. W tym czasie działalność radiowa podlegała Wydziałowi Radiowemu Resortu Informacji i Propagandy Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Trzy miesiące później, dekretem z listopada 1944 r., powołane zostało do życia Przedsiębiorstwo Państwowe „Polskie Radio”, które formalnie podlegało Ministerstwu Informacji i Propagandy, a potem prezesowi Rady Ministrów. Faktycznym dysponentem radia była od początku Polska Partia Robotnicza, a po niej PZPR.

Ze względu na słabo rozwiniętą sieć elektryczną, szczególnie na wsi, wzorem Związku Sowieckiego postawiono na radiofonię przewodową małej częstotliwości. Rok po zakończeniu wojny tylko 6 proc. gospodarstw miało prąd, dlatego od 1944 r., najpierw w Białymstoku, a potem w innych powiatach zaczęto montować w domach głośniki, nazywane przez ludzi kołchoźnikami. Obudowany drewnem lub materiałem imitującym drewno kołchoźnik, wyglądem przypominający prawdziwy radioodbiornik, był wieszany na ścianie i podłączany do radiowęzłowej sieci oplatającej miasto oraz przyległe wioski. W praktyce wyglądało to tak, że przez daną miejscowość prowadzone były dwa druty, do których przyłączano każdy dom. Urządzenie posiadało jedną funkcję, można było jedynie regulować głośność lub je wyłączyć. Nadawany był tylko jeden program Polskiego Radia.

Ludzie chętnie montowali głośniki, bo stawały się one powszechną rozrywką. Pod koniec 1946 r. zorganizowano w Polsce ponad 300 radiowęzłów, a abonentów obliczano na 19 tysięcy. Oznacza to, że równolegle z elektryfikacją wsi postępowała radiofonizacja.

Tuba partii

Chęć pracy w radiu zgłaszało wiele osób. Do zespołów redakcyjnych, tworzonych z oczywistych względów przez komunistów, szybko dołączały osoby mające doświadczenie radiowe sprzed 1939 r., a nawet osoby związane z podziemną rozgłośnią radiową. Te ostatnie szybko usuwano, jako osoby politycznie niepewne.

Emitowane programy uzależnione były od bieżących potrzeb partii. Do połowy 1945 r. program radiowy miał charakter „wojenny” - dominowały w nim informacje dotyczące walki z Niemcami i sukcesów Armii Czerwonej; dużo uwagi poświęcono polityce eksterminacyjnej Niemców. W 1946 r. zagościł w eterze temat zbliżającego się czerwcowego referendum. Audycje przetykane były odczytywaniem haseł propagandowych, nawołujących do głosowania 3 x tak. W tym roku pojawił się cykl audycji „Z życia narodów słowiańskich”, które w 80 proc. poświęcone były Związkowi Sowieckiemu.

13 stycznia 1947 r. przed mikrofonem usiadł nawet Stanisław Mikołajczyk, który jako prezes PSL potępił terror stosowany przez komunistów wobec działaczy partii

Na przełomie 1946 i 1947 r. rozpoczęto emisję propagandowych materiałów poświęconych wyborom do Sejmu Ustawodawczego. 13 stycznia 1947 r. przed mikrofonem usiadł nawet Stanisław Mikołajczyk, który jako prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego przedstawił słuchaczom zamierzenia ugrupowania oraz potępił terror stosowany przez komunistów wobec działaczy PSL. W radio emitowano audycje skierowane do wojska, głównie do polskich żołnierzy na Zachodzie, nawołujące ich do powrotu do kraju, oraz audycje poświęcone tematyce Ziem Odzyskanych. Co ciekawe, do 1949 r. w niedzielę i święta transmitowane były nabożeństwa z różnych kościołów w kraju. W 1947 r. Polskie Radio nadało ogółem 4,7 tys. godzin programu, z czego 84 godziny poświęcono na transmisję nabożeństw.

Podkreślić należy, że najwięcej czasu zajmowały oficjalne wystąpienia przedstawicieli nowej władzy, transmisje przebiegu uroczystości organizowanych przez PKWN i ugrupowania polityczne z kręgów PPR/PZPR oraz rozmowy z przywódcami komunistycznymi. Wszystkie teksty emitowane na antenie były cenzurowane.

Radiowęzły terenowe

W większych miastach powiatowych utworzono radiowęzły terenowe. Ich audycje były powiązane z programem Polskiego Radia, ale miejscowe zespoły redakcyjne, których zadania określiło w 1952 r. samo Prezydium Rady Ministrów, miały zajmować się przede wszystkim sprawami lokalnymi.

Według propagandowego wydawnictwa z 1966 r. pt. „Mały poradnik dla radiowęzłów terenowych”, w Starym Sączu zainstalowanych zostało 1200 głośników radiowęzłowych (na 1500 domów), w Tarnowie 8093, a w Nowym Sączu 5000 głośników, w większości w mieszkaniach prywatnych. W Miechowskiem radiowęzeł dotarł do 86 wiosek, w tym łącznie do 6513 domów.

Lokalne redakcje uczestniczyły we współzawodnictwie pracy. Liczba „pogadanek” była skrupulatnie zliczana, a członkowie redakcji rozliczani z liczby audycji. Np. w 1955 r. w miechowskiej redakcji „zredagowano i wygłoszono 587 audycji, uzyskując 2576 punktów i 5 miejsce we współzawodnictwie na szczeblu wojewódzkim”.

Słuchacze żywo reagowali na informacje. Najgłośniejszym aktem sprzeciwu wobec sączącej się z radia propagandy było zastrzelenie Stefana Martyki prowadzącego audycję „Fala 49”, dla wielu osób symbolu komunistycznego reżimu. Często do radiowej redakcji spływały listy z komentarzem programu. Wynikało z nich, że większość audycji informacyjno-politycznych nie zyskiwała aprobaty. Słuchacze skarżyli się na nadmiar propagandy. Zdecydowana większość odbiorców zainteresowana była głównie muzyką i audycjami rozrywkowymi. Już w latach 50. ustalono, że najlepszymi „godzinami słuchania” były godziny wieczorne, między ósmą a dziesiątą.

Gadać mało, ale dobrze

Czym zajmowano się zwykle na antenie pokazuje nam przykład z powiatu miechowskiego. Jak wynika z dokumentów źródłowych, największa ilość „pogadanek” wygłaszanych przez tamtejszy radiowęzeł dotyczyła spraw rolniczych. W 1954 r. wygłoszono ogółem 918 audycji - 427 dotyczących rolnictwa, 52 budowy i umocnienia spółdzielni produkcyjnych (polskiej wersji kołchozów), 140 realizacji obowiązkowych dostaw zboża, żywca, mleka, ziemniaków i podatku gruntowego oraz 299 audycji poświęconych tematom kulturalno-oświatowym. Miejscowy radiowęzeł wykorzystywany był w walce z „kułakami”. Przez głośniki podawano nazwiska osób, które uchylały się od zobowiązań wobec państwa. Urząd Bezpieczeństwa donosił np., że „kułak Gibek Bolesław z gromady Kalina Rędziny przyszedł z kwitami do radiowęzła prosząc o zaprzestanie wygłoszenia tej audycji gdyż zboże wczoraj odstawił. […] Podobny przykład miał miejsce w Słomnikach gdzie Nawrot Roman po wygłoszeniu pogadanki przez radiowęzeł zaraz na drugi dzień zboże odwiózł w 100 proc. „mówiąc niech lepiej już o mnie nie mówią w radiu żem oporny”. W odróżnieniu od „wrogów systemu”, honorowano chłopów „przodujących” w realizacji obowiązkowych dostaw „stawiając ich za wzór i przykład i tym grano piękne melodie lub koncerty życzeń chętnie słuchane przez chłopów, natomiast opornym grano takie melodie jak np. „umarł Maciek umarł” z tych zaś ludzie śmiali się publicznie”.

Z radiowęzłów korzystano bardzo długo, w niektórych miejscowościach utrzymały się nawet do lat 70. W kręgach władzy doceniano ich znaczenie. Umieszczenie głośników w miejscach publicznych oraz mieszkaniach prywatnych powodowało bowiem, że rządowe treści docierały bardzo szybko do każdego, czy tego chciał, czy nie chciał. Polskie kołchoźniki, podobnie jak w latach 30. niemieckie odbiorniki ludowe (Volksempfänger), były jednym z najważniejszych narzędzi propagandy państwowej.

Cykl powstaje we współpracy z krakowskim oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej. Autorzy są historykami, pracownikami IPN.

Elżbieta Pietrzyk-Dąbrowska, historyk, pracownik IPN

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowiny24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.