Janusz Niedźwiedź, trener Stali Rzeszów: Narzeczona bywa surowym recenzentem

Czytaj dalej
Fot. Wacław Nowacki
Miłosz Bieniaszewski

Janusz Niedźwiedź, trener Stali Rzeszów: Narzeczona bywa surowym recenzentem

Miłosz Bieniaszewski

Jak to się stało, że pomagał Czesławowi Michniewiczowi? Jak dobrze wyniki typuje jego narzeczona? Jak było na stażu w Fiorentinie? Kiedy podjął decyzję o byciu trenerem? O tym i o wielu innych tematach porozmawialiśmy z Januszem Niedźwiedziem, trenerem Stali Rzeszów. Zapraszamy...

Rozmawiam z najlepszym trenerem w historii Jaroty Jarocin?
(chwila ciszy) Nie...

A wie pan w ogóle dlaczego tak zacząłem?
Nie...

Sprawdzałem, czy czyta pan artykuły na swój temat. Kiedy odchodził pan z tego klubu, w jednym z nich było napisane, że był pan jednym z najlepszych trenerów w historii tego klubu...
Wyniki osiągane przez Jarotę, a prowadziłem ją dwukrotnie, były najlepsze w historii tego klubu. W 2012 roku zajęliśmy w 2 lidze 4. miejsce, a w późniejszych latach, gdy wróciłem do tego klubu już w 3 lidze, pomimo jednego z najskromniejszych budżetów, zajmowaliśmy 5. i 4. miejsce. Patrząc na wyniki byłem najlepszym trenerem, natomiast był kiedyś plebiscyt i wybrany został ktoś inny (uśmiech).

Po odejściu z Jaroty trafił pan do Podhala Nowy Targ i tym sposobem wylądował na południu Polski. Jak się tu czuje człowiek z północy naszego kraju?
Dla mnie znaczenie ma jakich ludzi mam do dyspozycji i w jakich warunkach będę pracować. Jakie cele stawia sobie klub i jakie ma możliwości. W Podhalu mogłem połączyć pracę z życiem rodzinnym, a to rzadko się zdarza w naszej profesji. Odszedłem z Nowego Targu by móc pracować w Stali i jestem teraz 250 km od narzeczonej i kilkumiesięcznego synka. Ale zrobiłem dobry krok, choć wcześniej zarzekałem się, że po Podhalu nie pójdę już więcej do innego klubu w 3 lidze i w grę wchodzi tylko wyższa liga. Dostałem propozycję z drugiej ligi i zapytanie z pierwszej, ale uznałem, że propozycja Stali była na tyle konkretna i projekt tak dobry, że dam sobie jeszcze czas, oby najkrótszy z możliwych, aby zdobyć to czego chcę, a nie to dostać.

A gdyby w styczniu zadzwonił - powiedzmy - GKS Katowice?
Nie ma szans (uśmiech). Po pierwsze mam kontrakt ze Stalą i jestem zadowolony z pracy i z perspektyw jakie daje praca tutaj, a po drugie mocno wierzę, że za jakiś czas możemy być w tym samym miejscu co GKS Katowice.

Rzeszów udało się trochę poznać?
Najwięcej zwiedzam stadion i boisko, każdą kępkę znam na wylot (śmiech). Udało mi się zobaczyć choćby pomnik.

Jego akurat nie da się nie zobaczyć...
No tak (uśmiech). Głównie jednak skupiam się na pracy. Oczywiście, czasem wychodzę z biura, żeby zjeść obiad czy zrobić zakupy (śmiech) i wtedy mogę coś zobaczyć w Rzeszowie.

W dalszej części wywiadu przeczytasz m.in.:

"Jeśli jestem sam to wygrywa piłka nożna i transmisje meczów. Tak było całkiem niedawno, kiedy oglądałem trzy mecze w jednym czasie"

"Mam to szczęście, że wszyscy, których udało się włączyć do sztabu, to ludzie pełni pasji i pracy poświęcają się całkowicie"

"Piłkarze wiedzą, że warto przyjść do Stali, bo to dobrze zorganizowany klub"

"Na mecz w Puławach wyszliśmy ze łzami w oczach, a biegaliśmy i graliśmy jak nakręceni. Nie było zmęczenia, a był ogień w sercach i na boisku"

Pozostało jeszcze 89% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Miłosz Bieniaszewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowiny24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.