Jak pierwsi chrześcijanie podbijali Cesarstwo Rzymskie

Czytaj dalej
Witold Głowacki

Jak pierwsi chrześcijanie podbijali Cesarstwo Rzymskie

Witold Głowacki

W ciągu niespełna 400 lat chrześcijaństwo wyparło w Cesarstwie Rzymskim wiarę w dawnych bogów - stało się religią dominującą i usankcjonowaną przez państwo.

Gdy w roku 41 naszej ery Kaligula kończył swe krótkie, ale pamiętne panowanie w roli szalonego cesarza Rzymu, w stolicy jego imperium żyło w najlepszym razie kilka dziesiątków chrześcijan. Dokładnie 350 lat później chrześcijaństwo było już oficjalną religią państwową Cesarstwa Rzymskiego. Była to jedna z najszybszych ekspansji nowej religii w dziejach - w czasach historycznych na podobnie wielką skalę w zbliżonym tempie rozprzestrzeniał się tylko islam.

W I połowie I wieku wspólnoty chrześcijańskie powstawały mniej więcej równolegle w różnych częściach Basenu Morza Śródziemnego. Jest jasne i oczywiste, że ten proces zaczął się w Judei, jednak ślady tempa, w jakim rozprzestrzeniało się chrześcijaństwo w swej fazie start-upu, widzimy nawet w Nowym Testamencie. Korynt znajduje się w Grecji kontynentalnej, Tesalonika już w Macedonii, Efez i Galacja w Azji Mniejszej na południowym zachodzie dzisiejszej Turcji, Filippi i Rzym w Italii - do mieszkańców tych wszystkich miast i prowincji pisał zaś swe nowotestamentowe listy już św. Paweł Apostoł. Choć zaś niektóre z nich są obecnie uważane przez biblistów za napisane raczej przez uczniów i naśladowców Pawła niż niego samego, i tak powstawały w tej pierwszej fazie rozprzestrzeniania się chrześcijaństwa.

Już w pierwszych latach po powstaniu nowej religii jej błyskawiczne szerzenie się było przez współczesnych postrzegane tyleż w kategoriach religijno-filozoficznych, co społeczno-politycznych. Idee niesione przez chrześcijaństwo dość jednoznacznie naruszały stare porządki. Religia zrównująca bogatych z biednymi, możnych z ich poddanymi, a w dodatku rozdzielająca to, co boskie, od tego, co cesarskie miała w sobie niemały potencjał rewolucyjny. W dodatku była to religia rozprzestrzeniająca się naprawdę błyskawicznie - to tempo w oczach bogobojnych Żydów czy Rzymian całkowicie serio kojarzyło się z zarazą.

Jest więc zrozumiałe, że gwałtowna ekspansja chrześcijaństwa bardzo szybko zaczęła spotykać się z gwałtownymi reakcjami. Pierwszy udokumentowany przypadek ukarania śmiercią za szerzenie chrześcijaństwa miał miejsce najwyżej kilka lat po przybliżonej dacie śmierci Jezusa Chrystusa - w roku 36. Nieszczęśnikiem, którego to spotkało, był święty Szczepan, który został skazany przez jerozolimski Sanhedryn na ukamienowanie. Wybrany sposób wykonania wyroku był znacznie bardziej zgodny z miejscową tradycją od wprowadzonego przez Rzymian ukrzyżowania. Święty Szczepan został wyprowadzony poza bramy Jerozolimy i tam zatłuczony kamieniami przez tłum. W ten sposób został jednym z pierwszych męczenników w historii chrześcijaństwa i - z czasem - patronem kamieniarzy.

Pierwszym męczennikiem w historii był święty Szczepan. Został skazany na śmierć w roku 36 naszej ery

„Mówił, że Jezus z Nazaretu zburzy to miejsce i przemieni zwyczaje, które przekazał nam Mojżesz” - tak brzmiał najważniejszy punkt uzasadnienia wyroku. W tym krótkim zdaniu możemy między wierszami dokładnie wyczytać, dlaczego święty Szczepan musiał zginąć. Niesione przez niego idee zapowiadały wprost rewolucję światopoglądową i obyczajową - obietnica „zburzenia tego miejsca” oznaczała wywrócenie dotychczasowego porządku społecznego i prawnego i obowiązujących relacji zależności i władzy.

W Jerozolimie - i w ogóle w Judei - Rzymianie patrzyli na działalność pierwszych chrześcijan przez palce. Z ich punktu widzenia najwygodniejsza była doktryna cichego przyzwolenia wobec nowej żydowskiej sekty podkopującej wpływy miejscowej oligarchii. Namiestnicy Judei dość cynicznie zakładali, że pochłonięci konfliktem religijnym mieszkańcy prowincji nie będą się buntowali przeciwko rzymskim rządom.

W Rzymie było już jednak zupełnie inaczej. Tak, wystarczyło ledwie 30 lat od przybliżonej daty śmierci Jezusa Chrystusa, by w stolicy cesarstwa doszło do pierwszej fali prześladowań chrześcijan. Od samego początku w Rzymie chrześcijanie byli traktowani ze sporą rezerwą. Dla politeistycznej większości już sam fakt wiary w jednego Boga był czymś mocno ekstrawaganckim. Gdy dodamy do tego trudną nawet dla gorliwych współczesnych katolików doktrynę Trójcy Świętej, zrozumiemy, że nawet na poziomie samej esencji wiary różnice były naprawdę gigantyczne.

Kolejne problemy brały się stąd, że wczesne chrześcijaństwo zdecydowanie nie było religią otwartą. Chrześcijan obowiązywał surowy zakaz składania ofiar, ale i nawet odwiedzania świątyń rzymskich bogów. Z punktu widzenia Rzymian była to obraza odwiecznych obyczajów - odmowa uczestnictwa w świętach i rytuałach była traktowana jako akt samowykluczenia ze wspólnoty. W pierwszych kilku stuleciach naszej ery wśród chrześcijan obowiązywały też nakazy i zakazy zbliżone do ortodoksyjnych reguł koszerności - był więc problem nawet ze wspólnym spożywaniem posiłków. Pierwsi chrześcijanie masowo również odmawiali służby w legionach - mieli bowiem bardzo pacyfistyczne nastawienie do samej kwestii istnienia armii, nie mówiąc już o walce zbrojnej. Dla większości Rzymian było to coś, co wręcz nie mieściło się w głowie.

Fascynujący jest pakiet wynaturzeń, o które oskarżani byli pierwsi chrześcijanie przez konserwatywnych, wiernych starym bogom, Rzymian. Otóż wieść gminna niosła, jakoby chrześcijanie mieli w zwyczaju porywanie dzieci bogobojnych Rzymian, a następnie picie ich krwi podczas mszy - bardzo przypomina to późniejsze o prawie półtora tysiąclecia chrześcijańskie legendy na temat Żydów. Same msze miały być natomiast w oczach Rzymian rozpasanymi orgiami, podczas których dochodzić miało do niezwykłych nawet jak na niekoniecznie rygorystyczne rzymskie standardy ekscesów seksualnych.

W Polsce mamy pewien specyficzny problem z wiedzą historyczną na temat życia i obyczajów pierwszych chrześcijan. Wszystko przez Sienkiewicza - zapominamy, że autor „Quo Vadis” pisał powieść, a nie reportaż historyczny. Wczesne chrześcijaństwo w Rzymie wcale nie było więc - jak próbował nam wmówić Sienkiewicz - wyłączną domeną niewolników i plebsu. Przeciwnie, nabożeństwa i modlitwy odprawiane były głównie w domach zamożnych Rzymian. Bazylika św. Pudencjany w Rzymie powstała w miejscu willi senatora Pudensa (miał go nawrócić sam św. Piotr) - w której odprawiano chrześcijańskie msze.

Pierwsi chrześcijanie bardzo rzadko spotykali się też w rzymskich katakumbach - według Sienkiewicza były one całym chrześcijańskim systemem bunkrów, w rzeczywistości jednak jedyny obrzęd odprawiany niekiedy w katakumbach to czuwanie przy grobie świętego męża - najczęściej w Dies natalis - czyli w tzw. dniu jego narodzin dla Chrystusa (tu chodziło albo o dzień męczeńskiej śmierci albo nawrócenia).

Sienkiewicz pisał natomiast raczej w zgodzie z faktami historycznymi o prześladowaniach chrześcijan w czasach Nerona. Zaczęło się od pożaru Rzymu, który zdaniem nawet samych Rzymian najprawdopodobniej wywołał sam Neron. „Oto czując jakby odrazę do szpetoty dawnych budowli i ciasnoty oraz zawiłości ulic, spalił stolicę tak jawnie, że wielu konsularów, schwytawszy w swych posiadłościach pokojowców cesarza z pakułami i pochodniami, nie śmiało stawić im przeszkód. Pewne spichlerze koło Złotego Domu, których to pałaców Neron najbardziej pragnął, zostały najpierw zwalone machinami wojennymi, dopiero wówczas podpalone, ponieważ ich mury były wykonane z kamienia. Przez sześć dni i siedem nocy szalała ta klęska” - tak pisał o pożarze i jego przyczynach Swetoniusz. Neron chciał przejść do historii w roli budowniczego nowego wspaniałego Rzymu, jest też raczej pewne, że cierpiał na poważne schorzenia psychiczne.

Niemniej nad gigantycznym pożarem, do którego doszło w 64. roku, nie dało się ot tak przejść do porządku dziennego. Potrzebni byli jacyś winni. W roli kozła ofiarnego wystąpili oczywiście chrześcijanie.

Fala prześladowań za Nerona była rzeczywiście i brutalna, i spektakularna. „A śmierci ich przydano to urągowisko, że okryci skórami dzikich zwierząt ginęli rozszarpywani przez psy albo przybici do krzyżów, albo przeznaczeni na pastwę płomieni; gdy zabrakło dnia, palili się służąc za nocne pochodnie. Na to widowisko ofiarował Neron swój park i wydał igrzyska w cyrku, gdzie w przebraniu woźnicy z tłumem się mieszał lub na wozie stawał” - tak pisał o tym Tacyt.

Wizja zaprezentowana przez Sienkiewicza w „Quo Vadis” do dziś nieco wypacza wyobrażenia na temat pierwszych chrześcijan

Według tradycji chrześcijańskiej w trakcie tych Neronowych prześladowań miał również zginąć sam św. Piotr, czyli pierwszy biskup Rzymu. Z czasem celem prześladowań znacznie ważniejszym od fizycznej eksterminacji wybranych chrześcijańskich przywódców czy kapłanów stawało się nakłonienie możliwie dużej ich liczby do porzucenia nowej wiary i powrotu na łono tradycyjnej rzymskiej religii. Publiczne wyparcie się chrześcijaństwa pozwalało uniknąć tortur i innych form prześladowań.

W historii cesarstwa rzymskiego było jeszcze kilka bardzo brutalnych kampanii wymierzonych w chrześcijan. Byli więc oni prześladowani między innymi na przełomie II i III wieku przez Septymiusza Sewera, który dodatkowo wprowadził zakaz nawracania chrześcijan i kilkadziesiąt lat później, przez Maksymiliana Traka. Na przełomie III i IV wieku prawdziwe piekło urządził zaś chrześcijanom Dioklecjan. Ten cesarz domagał się uznania nie tylko własnego boskiego statusu (jako syna Jowisza), lecz nadał go nawet namiestnikom prowincji - rzecz jasna dla chrześcijan było to bluźnierstwo. Dlatego najpierw Dioklecjan nakazał wszystkim żołnierzom i urzednikom imperium złożenie ofiar przy świadkach - kto tego nie uczynił, demaskował się natychmiast jako chrześcijanin. Z kolei w roku 303 Dioklecjan nakazał wyburzenie świątyń i spalenie wszystkich ksiąg chrześcijaństwa, jednocześnie ogłaszając surowe kary dla samych chrześcijan. Na ich szczęście jego rządy nie potrwały już długo - w 305 roku Dioklecjan zmarł.

W II wieku tempo rozprzestrzeniania się chrześcijaństwa na jakiś czas znacząco spada. Przyczyną tego stanu rzeczy nie wydają się jednak prześladowania, lecz raczej pojawienie się dynamicznej konkurencji. Są mianowicie jeszcze co najmniej dwie całkowicie nowe religie, które w pierwszych wiekach naszej ery robią w Rzymie furorę. Pierwszą jest mitraizm - czyli mocno odmieniona i zezoteryzowana wersja indoirańskiego kult Mitry.

Jakieś 200 lat później pojawia się jeszcze jedna nowa religia - to kult Niezwyciężonego Słońca (Sol Invictus), czyli bóstwa, czy też boskiego bytu łączącego w sobie cechy Mitry i greckiego Apolla, a uosabiającego się w Słońcu. Swój udział w wypromowaniu tego kultu miał panujący w latach 270-275 cesarz Aurelian. Aurelian wzniósł w Rzymie świątynię Słońca, ufundował też kolegium jego kapłanów oraz wybił monety z inskrypcjami Sol Domini Imperii Romani - co część historyków skłaniało się ku raczej przestrzelonej tezie, jakoby Aurelian miał nadać kultowi Sol Invictus status religii państwowej. To właśnie wyznawcą Sol Invictus był też najprawdopodobniej cesarz Konstantyn Wielki - przynajmniej zanim miał przejść na chrześcijaństwo. Co do tego, czy to ostatnie rzeczywiście miało miejsce, historycy są do dziś podzieleni. Jasne jest natomiast, że Konstantyn Wielki był pierwszym cesarzem, który ustanowił niedzielę jako cotygodniowe święto Sol Invictus - miało to miejsce w roku 321.

Mniej więcej od IV wieku zaczynają się w obszarze imperium rzymskiego dziać rzeczy o charakterze całkowicie odwrotnym do prześladowań z czasów Nerona. Tam, gdzie chrześcijanie zyskują mierzoną liczbami lub zgromadzoną władzą dominację, tam też coraz częściej dochodzi do prześladowań, tyle że pogan.

Pod koniec IV wieku - w latach 380-391 chrzęścijaństwo oficjalnie staje się religią panującą Cesarstwa. To decyzje Teodozjusza I Wielkiego. W roku 380 w edykcie tesalońskim cesarz ten ustanowił chrześcijaństwo religią państwową Rzymu.

W 391 roku na rozkaz Teodozjusza I Wielkiego zostało zrównane z ziemią aleksandryjskie Serapeum - zniszczono wówczas potężny starożytny księgozbiór. Barbarzyństwo z Aleskandrii było jednym z elementów wprowadzania w życie wydawanych do 392 roku Dekretów Teodozjańskich. Cesarz Teodozjusz zawarł w nich całą serię zakazów i nakazów mających na wieki ugruntować dominującą pozycję chrześcijaństwa.

Słynna neoplatonistka i matematyczka Hypatia z Aleksandrii została w 415 roku w potworny sposób zamordowana przez ludzi miejscowego biskupa Cyryla. Wywleczono ją z lektyki przed aleksandryjskim kościołem Ceaseraeum, zdarto z niej szaty - a piękna Hypatia zachowywała dziewictwo poświęcając się nauce - następnie wyłupiono jej oczy, by wreszcie zatłuc ją i zadźgać z pomocą ostrakonów. Ostrakony to fragmenty ceramiki, służące w obszarze hellenistycznym jako rodzaj pomocniczego materiału do pisania i rysowania. Naukowcy i filozofowie - jak Hypatia - zapisywali na nich szkice tekstów czy sentencji albo obliczenia służące do wyprowadzenia ostatecznych dowodów.

Mord dokonany z pomocą ostrakonów możemy więc uznać i za akt przypieczętowujący ostateczne odwrócenie ról między poganami a chrześcijanami, i za jedno ze zdarzeń symbolicznych otwierających nową epokę - średniowiecze.

Witold Głowacki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowiny24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.