Renata Hryniewicz

Ilona Rasińska ze Słubic wygrała w „Milionerach” 250 tys. zł!

Ilona Rasińska czuje się prawie jak gwiazda. - Jest mi szalenie miło, kiedy w sklepie mnie ktoś zaczepia i gratuluje - mówi Fot. Renata Hryniewicz Ilona Rasińska czuje się prawie jak gwiazda. - Jest mi szalenie miło, kiedy w sklepie mnie ktoś zaczepia i gratuluje - mówi
Renata Hryniewicz

- Gdyby Hubert jeszcze raz powiedział „spróbuj”, wygrałabym pół miliona - mówi nam 49-letnia słubiczanka. Inteligentny z niej leń, liczby są jej obce, a książki „połyka”

Nie ma konta na Facebooku, nie skończyła studiów, nie lubi liczyć, nie była prymusem w szkole, a nauczyciele mawiali, że z niej inteligentny leń. Mowa o Ilonie Rasińskiej, która wygrała w teleturnieju TVN_„Milionerzy” aż ćwierć miliona zł. - Nie byłam prymusem, mieściłam się w górnej „półce”, ale nauczyciele zawsze mówili, że stać mnie na więcej. Jednego, czego nie nie umiem i się nie nauczę, to matematyka. Podejrzewam, że mam dyskalkulię (zaburzenie zdolności wykonywania działań arytmetycznych - dop. red.). Liczby do mnie nie przemawiają - mówi o sobie Ilona Rasińska. Skończyła klasę łąkarską w Technikum Rolniczym w Słubicach.

Harlequin nie dla niej

Jej największe hobby to książki . - Ja chyba szybciej czytałam niż chodziłam. Czytam wszystko, co wpadnie mi w rękę, oprócz harlequinów. Nie mówię, że nie lubię romansów, ale niechże to będzie „Przeminęło z wiatrem”, bo przez harlequiny nie przebrnę. Próbowałam, ale się nie da - mówi „ milionerka”.

Cały jej świat kręci się wokół rodziny. Ma dwóch dorosłych synów: Rafała i Damiana, a o mężu Krzysztofie mówi jakby poznała go dopiero wczoraj. - To wspaniały człowiek, zawsze mnie wspiera. Chłopcy też. Jesteśmy superro - dzinką. Mieli do mnie żal za to, że nie wspomniałam o nich w programie. Skwitowali mnie, że wyszłam na starszą panią z pieskiem, bo tylko o nim mówiłam. Ale to są ogromne emocje, człowiek nie myśli, odpowiada tylko na pytania, a że Hubert pytał o psa, to odpowiadałam - mówi pani Ilona.

Była pewna

Zrezygnowała z walki o pół miliona, choć była pewna swojej odpowiedzi. - Miałam ją na końcu języka. Gdyby Hubert jeszcze raz powiedział „spróbuj”, na pewno bym odpowiedziała. Zrezygnowałam, bo przypomniała mi się uczestniczka, która właśnie na tym etapie poległa. Choć odpowiedź wydawała się oczywista, okazało się, że jest błędna. Bałam się, że mogę zrobić ten sam błąd - mówi słubiczanka.

Marzenia się spełniają

Nie pomyliłaby się, ale dziś tego, że nie zaryzykowała, tak bardzo nie żałuje. - Moim marzeniem było skończyć budowę domu i otworzyć działalność gospodarczą. Jaka to działalność nie mogę zdradzić, bo nie chcę zapeszyć. Żeby skończyć dom musiałabym w dalszym ciągu zaciskać pasa i odkładać, jeszcze pare lat, a dziś mogę spokojnie za wygraną kończyć budowę i wprowadzić się do nowego domu - mówi. Nasza bohaterka pracuje, sprzątając niemieckie hotele - Z pracy zrezygnuję wtedy, kiedy już będę miała własną firmę i będę robiła to, o czym zawsze marzyłam - mówi pani Ilona.

Skąd ta wiedza?

Sama nie wie, skąd zna odpowiedzi na różne pytania. - Jak oglądam z mężem jakiś teleturniej i odpowiadam, mąż pyta, skąd to wiem. Sama się wtedy zastanawiam. Mam bardzo dobrą pamięć. Wystarczy, że raz coś przeczytam, usłyszę, to już zapamiętuję. W zwykłych książkach jest potężna wiedza i myślę, że przez to, że czytam na potęgę, znam odpowiedzi na różne pytania - mówi.

Przygoda w „Milionerach” to jej największe przeżycie. - Nigdy nie byłam tak pozytywnie zestresowana. Namawiam wszystkich, bierzcie udział w teleternieju. Ja nigdy tego nie zapomnę. A Hubert? Zwykły człowiek, ani przez chwilę nie dał odczuć, że jest gwiazdą. Teraz sama czuję się jak gwiazda, ludzie mnie rozpoznają i gratulują. Bardzo wszystkim za to dziękuję - uśmiecha się Ilona Rasińska.

***

W pierwszym odcinku, 11 kwietnia, Ilona Rasińska prawidłowo odpowiedziała na kilka pytań, wykorzystując przy tym dwa koła ratunkowe. W dniu następnym, 12 kwietnia, walczyła już o 250 tys. zł. Przy pomocy ostatniego koła ratunkowego zaznaczyła prawidłową odpowiedź. Ćwierć miliona widniało już na jej koncie. Ale to nie były pieniądze gwarantowane. Usłyszała pytanie za pół miliona. Brzmiało ono: „Pierwszego przeszczepu serca u człowieka dokonano w XX wieku, w latach:”
A - 30-tych, B - 60-tych, C - 80-tych,D - 90-tych.
Wiedziała na 99 proc. że to jest odpowiedź B, ale bała się zaznaczyć. Gdyby się pomyliła, wygrałaby tylko 40 tys. gwarantowane. Nie zaryzykowała i wycofała się z gry z kwotą 250 tys. zł.
Do teleturnieju zgłosiła się, wypełniając ankietę z jego oficjalnej strony. Na zaproszenie do gry czekała zaledwie kilka dni.
To jest jej pierwszy teleturniej. Nigdy wcześniej nic nie wygrała.

Renata Hryniewicz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.