Gorzów. Szykuj się do walki, prezydencie
Ruszył wyścig do fotela prezydenta Gorzowa. Sygnał do startu dał szef rady miasta Sebastian Pieńkowski. Czyżby kandydat?
Miastem rządzi prezydent Jacek Wójcicki. Wybory wygrał pod koniec 2014 r. Kadencja trwa cztery lata, a to oznacza, że następne głosowanie jesienią 2018 r. Czyli… szybciej, niż się nam wydaje. Połapało się w tym już Prawo i Sprawiedliwość. I to właśnie ono dało niedawno sygnał do startu wyścigu o fotel „szefa” miasta.
Pani minister pomaga
Do tej pory PiS albo nie przeszkadzał prezydentowi Wójcickiemu, albo jawnie go wspierał. I Wójcicki świetnie na tym wychodził. Po pierwsze: przechodziły jego budżety, poparcie w radzie znajdowały ważne dla niego uchwały. Po drugie: dzięki wsparciu PiS Wójcicki odhaczał kolejne sukcesy. Wielka w tym zasługa minister rodziny i pracy Elżbiety Rafalskiej, dzięki której Gorzów zgarniał co rusz jakieś pieniądze. A splendor spadał na Wójcickiego. Dwa najważniejsze sukcesy, które Wójcicki zawdzięcza temu wsparciu, to budowa, z 2-milionową dopłatą od rządu, nowego żłobka na Górczynie i zdobycie 49 mln zł (!) dofinansowania do remontu ulic: Łukasińskiego, Bierzarina i Walczaka. Prezydent mówił wprost, że wielka w tym zasługa minister Rafalskiej, która pomogła załatwić pieniądze (a ona nawet była momentami zmęczona tym oddawaniem jej zasług).
Już się połapali
Jednak w PiS-ie już się chyba połapali, że im lepiej dla Wójcickiego, tym gorzej dla przyszłego kandydata tej partii w nadchodzących wyborach. Więc czas zacząć grać na niego. A że jeszcze go nie ma (?), to może chociaż warto osłabić Wójcickiego? Tak wyglądała niedawna konferencja prasowa przewodniczącego rady miasta Sebastiana Pieńkowskiego, podczas której krytykował Wójcickiego za opóźnienia na remoncie ul. Warszawskiej i Walczaka. Choć jeszcze miesiąc wcześniej ten sam Pieńkowski… chwalił urząd za świetnie przygotowane projekty dotyczące remontów dróg.
Nie powie „nie”
Dziś szef rady miasta na pytanie, czy wystartuje na prezydenta Gorzowa, odpowiada otwarcie, że jest jednym z kandydatów na kandydata i jeśli partia go wskaże, to nie powie „nie”. - Chcę zmieniać miasto na lepsze. A prezydent ma realne możliwości, by to zrobić - odpowiada.
Wójcicki zapytany o to, czy powalczy o kolejną kadencję, najpierw odpowiada enigmatycznie, że „będzie kandydował, jeśli pozwoli mu a to prawo”. A potem precyzuje. - Nie wiemy na dziś, czy i jak zostanie ostatecznie narzucona kadencyjność. Jednak jeśli będę mógł, będę kandydował. Szedłem do wyborów z planami i pomysłami na osiem lat i chciałbym dokończyć to, co zacząłem - tłumaczy. Sądzi, że w wyborach spotka się „z kandydatami największych partii”. Wymienia jeszcze jedno nazwisko: Marty Bejnar - Bejnarowicz. Czyli radnej, kiedyś jego stronniczki, która pomogła mu wygrać wybory w 2014 r. Dziś to jedna z jego najostrzejszych recenzentek.
W roli kandydatki
Od miesięcy kolejne osoby obsadzają Bejnarowicz w roli kandydatki. Niekiedy - najczęściej robi to Wójcicki - by odebrać jej krytyce czy dociekaniom merytorycznych podstaw, a nadać politycznego tła.
Radną Bejnar - Bejnarowicz od zawsze to irytowało. Więc teraz pytamy ją wprost, czy będzie kandydowała na prezydenta?
- Cały czas poświęcam działalności radnej. Staram się każdej zgłoszonej sprawie nadać bieg i znaleźć rozwiązanie. Nie skupiam się na dalekosiężnych planach. Muszę jednak przyznać, że coraz częściej odbieram sygnały, by startować. Różne środowiska zgłaszają się z poparciem i chęcią pomocy w kampanii. Coraz więcej mieszkańców interesuje się przyszłością miasta i ci, którzy nie godzą się na Gorzów „w sam raz”, ci którzy chcą aby miasto ruszyło rozwojowo do góry, namawiają mnie do startu w wyborach - przyznaje radna.
Jeden ze znaczących ludzi lewicy (prosi o zachowanie anonimowości) przekonuje, że jego środowisko raczej nie wystawi kandydata. - Bo to będzie sztuka dla sztuki bez szans na wygraną - mówi.
Dodaje, że Wójcicki musi być teraz gotowy na lawinę krytyki. - Od dziś w ich (przedstawicieli partii - dop. red.) ocenach każdy sukces będzie sukcesem urzędu, a każda wpadka osobistą klęską Wójcickiego. To już się dzieje właśnie choćby z przeciągającym się remontem Warszawskiej. Bo i Platforma, i PiS, jeśli chcą wygrać wybory, muszą pokazać, że Wójcicki sobie nie radzi. Obrzydzić go ludziom. Tylko tak można uzasadnić potrzebę jego wymiany - ocenia działacz lewicy. Wójcicki: - Jestem gotowy na upolitycznianie wszystkiego, co się będzie teraz działo. Takie to uroki kampanii.
A na kogo może grać PO? - Na pewno nie na mnie. Ja już nie wystartuję - deklaruje posłanka Krystyna Sibińska. Próbowała walczyć i z Jędrzejczakiem, i z Wójcickim. Dwukrotnie bez efektu. Sibińska przyznaje jednak, że w partii już trwają rozmowy na temat kandydatów na kandydatów i na pewno Platforma swojego wystawi.
Kogo? Dziś PO nie chce nikogo wskazać, by go „nie spalić na starcie”. Jednak na giełdzie nazwisk pada choćby te Roberta Surowca (wiceszef rady, sprawny, dobrze oceniany radny), a także Tomasza Gierczaka (zręcznego rzecznika konsumentów) albo Jerzego Ostroucha (były wojewoda, dziś prezes szpitala).