Czy spełni się ponura wizja o miastach wymarłych?

Czytaj dalej
Fot. Łukasz Solski
Andrzej Plęs

Czy spełni się ponura wizja o miastach wymarłych?

Andrzej Plęs

Prowincja staje się nam coraz bardziej prowincjonalna - ostrzega Polska Akademia Nauk. Ubywa w niej ludzi i powodów, dla których warto tu żyć. Jak wygląda sytuacja w średnich miastach na Podkarpaciu?

Przemyśl w zaniku, Jarosław więdnie, Jasłu grozi katastrofalne wyludnienie, podobnie Sanokowi. Dębica chyli się ku upadkowi, Stalowa Wola zagrożona degradacją, nawet Rzeszów w perspektywie 15 - 30 lat będzie notował spadek liczby mieszkańców. Raport ekspertów Polskiej Akademii Nauk „Delimitacja miast średnich tracących funkcje społeczno-gospodarcze” wieszczy połowie średnich i małych miast polskich stopniową degradację. Demograficzną, gospodarczą, ekonomiczną. To realne zagrożenia czy tylko defetystyczne wizje PAN?

Magia liczb, czyli na dwoje babka wróżyła

Wieś wymiera, bo tu nie ma roboty, wieś to ani przyszłość, ani interes, po robotę jedzie się do miasta. Nie do małego miasta, bo tu też nie ma roboty, do dużego się jedzie. Ci z małego miasta też migrują do dużego, bo w dużym i lepsze zarobki, i pewniejsza przyszłość. A generalnie za przyszłością jeździ się na Wyspy Brytyjskie, do Niemiec, Holandii, Norwegii i Francji.

Według danych statystycznych w ciągu ostatniego ćwierćwiecza Polsce ubyło z powodu emigracji ok. 2 mln obywateli. Tylko w 2016 r. i tylko z Podkarpackiego na stałe wyjechało za granicę ponad 600 osób, kobiet i mężczyzn - pół na pół mniej więcej. Ze wsi i z miast podkarpackich - pół na pół mniej więcej. Tymczasem w tym samym czasie na stałe zameldowało się na Podkarpaciu ponad 1000 imigrantów z zagranicy. I większość z nich osiadła we wsiach, a nie miastach podkarpackich.

Dane Głównego Urzędu Statystycznego mówią, że woj. podkarpackie dla imigrantów okazało się bardziej atrakcyjne niż lubelskie, łódzkie, wielkopolskie i większość województw. Jednak prognozy GUS studzą optymizm demograficzny: w perspektywie lat mieszkańców Podkarpacia będzie jednak ubywać: po 25 do 40 tysięcy w skali województwa w kolejnych pięciolatkach do 2050 roku. I chyba nawet program „Rodzina 500+” nam nie pomoże. Pomóc może większa dynamika wzrostu gospodarczego, więcej optymizmu społecznego i… imigracja.

Nie ma roboty, nie ma życia

Raport PAN przedstawia kilka przyczyn, dla których średnim miastom grozi powolna degradacja. Podstawowa to deindustrializacja tych miast po transformacji gospodarczej 1989 roku i później.

Miasta, których byt oparty był na wielkich produkcyjnych molochach, nagle zaczęły tracić fundament swojego istnienia. Jarosław stał Jarlanem i hutą szkła, Jarlan przestał istnieć, huta szkła ostała się po prywatyzacji, ale nie ma już tej kreatywnej siły społecznej, jaką miał zakład z lat 70.

Mielec „za komuny” był silny siłą WSK, dzisiejszy Mielec zawdzięcza swoją gospodarczą pozycję specjalnej strefie ekonomicznej, do której wciąż jeszcze garną się inwestorzy. Czym byłby bez niej?

Stalowa Wola obroniła się przed skutkami transformacji gospodarczej tym, że huta ocalała dzięki statusowi zakładu zbrojeniowego i dzięki… Chińczykom, którzy zainwestowali w upadający zakład. Trudno sobie wyobrazić Stalową Wolę bez huty.

Dębica - też wymieniana w raporcie PAN jako miasto zagrożone degradacją - w latach 70. i 80. była jedynym miastem w Polsce, w którym liczba zarejestrowanych pracujących była wyższa niż liczba w tym mieście zameldowanych. Roboty (i pieniędzy) było tu mnóstwo. Trzy produkcyjne giganty: WUCH, Polifarb i Stomil już same w sobie generowały bogactwo miasta, koncern Ingloopolu zapewniał miastu wyjątkową pozycję nie tylko na mapie kraju. Nie można powiedzieć, że dziś Dębica chyli się ku upadkowi, ale o dawnej potędze pozostało raczej wspomnienie.

Giganty produkcyjne w miastach gigantami być przestały, albo przestały istnieć. Budżety samorządów bez pieniędzy z dużych zakładów są znacznie uboższe, finansowane niegdyś hojnie przez duże zakłady państwowe inicjatywy kulturalne dziś skazane są na żebry o sponsoring. Gdzie zabrakło wielkiego, bogatego zakładu, tam dziś odczuwalny jest spadek znaczenia miasta.

Tarnobrzeg bez siarki to już nie to samo miejsce. Gospodarczo. Bez statusu miasta wojewódzkiego - tym bardziej.

Tu kiedyś był Przemyśl

Na liście „miast upadłych” raportu PAN są jeszcze Sanok, Jasło, Przemyśl i Krosno. O ile - zdaniem ekspertów PAN - Stalową Wolę i Tarnobrzeg dotknęły „utrata funkcji i niekorzystna sytuacja społeczno-gospodarcza”, o tyle Przemyśl, Sanok, Jarosław i Jasło to już stan „silnej utraty funkcji i mocno niekorzystnej sytuacji społeczno-gospodarczej”.

Wszystkie te miasta notują spadek liczby mieszkańców, ubywa przede wszystkim tych przedsiębiorczych i o wyższym wykształceniu. Gdy liczba „starych” i „nieprodukcyjnych” mieszkańców zaczyna przeważać nad tymi „produkcyjnymi”, w takich miejscach inwestorzy nie chcą lokować swojej produkcji i usług (bo i dla kogo?), więc i pracy jak na lekarstwo. Przynajmniej pracy na tyle atrakcyjnej (finansowo też), by zatrzymać młodych. A że młodych ubywa, to i przyrost naturalny mało obiecujący. I jeśli tak dalej będzie - wydaje się sugerować raport PAN - to miasta takie będą powoli zmierzać w kierunku nieistnienia.

Raport nie nadmienia, że uczestniczymy w zupełnie naturalnych zjawiskach. Wieś się wyludnia, bo dziesięć dwuhektarowych gospodarstw rodzinnych zastąpiło w produkcji żywności jedno trzydziestohektarowe. Dwa hektary to nie interes, ludzie stąd wyjeżdżają do roboty do miasta. Tym bardziej że poziom wykształcenia społeczeństwa gwałtownie wzrósł w ciągu ostatniego ćwierćwiecza i nawet na wsiach zaroiło się od magistrów, którzy nie bardzo mają tam co robić. A gdyby nawet mieli, to nie bardzo chcą, bo miasto kusi innymi perspektywami i innymi pieniędzmi.

To samo dotyczy miast i miasteczek, nawet tych o statusie powiatowym. Wielu młodych ludzi, którzy zjeżdżają na studia do Rzeszowa z Lubaczowa, Ustrzyk, Jasła i Kolbuszowej, w Rzeszowie chce zostać. A rzeszowianie, którzy ruszyli po wiedzę do Krakowa i Warszawy, wolą zostać pod Wawelem czy w stolicy. A krakowianie, którzy trafili do Londynu, nie kwapią się, by stamtąd jak najszybciej wrócić.

Strachy na Lachy?

Raport PAN wieszczy grozę upadku małych i średnich miast polskich. O ile nie przedsięweźmie się długofalowych działań, które te miasta mogłyby utrzymać przy życiu. Prognozy Głównego Urzędu Statystycznego też podpowiadają, że te miejscowości będą się powoli wyludniać.

W skali Podkarpacia to zjawisko potwierdzają dane z Urzędu Statystycznego w Rzeszowie, ale tym razem nie wyglądają wcale tak zatrważająco.

- Z 10 największych miast województwa podkarpackiego jedynie Rzeszów zanotował na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat wzrost liczby ludności. Od 2000 roku do końca 2016 liczba mieszkańców Rzeszowa wzrosła o prawie 27 tysięcy osób. W pozostałych 9 miastach łącznie w tym samym czasie ubyło 26 tysięcy osób. Należy jednak zaznaczyć, że wzrost liczby mieszkańców Rzeszowa spowodowany został także przez przyłączenie do miasta w latach 2006-2017 wielu okolicznych miejscowości

- podsumowuje Urząd Statystyczny w Rzeszowie.

Choć z pewnością także dlatego, że to ośrodek akademicki, wielu studentów z mniejszych miejscowości osiada tu na stałe.

Z zestawień Urzędu Statystycznego w Rzeszowie wynika, że Przemyślowi w ciągu ostatnich kilkunastu lat ubyło 6 tys. mieszkańców, to sporo jak na 60-tysięczne miasto. Dwa i pół tysiąca zniknęło z Tarnobrzega, półtora z Sanoka, tyle samo z Dębicy, dwa tysiące z Krosna, podobnie z Jarosławia i aż 6 tysięcy ze Stalowej Woli. Co nie zmienia faktu, że Stalowa Wola stała się drugim najliczniejszym miastem w województwie.

Dlaczego w gronie średnich miast, którym grozi wyludnienie, znalazł się Mielec, który po Rzeszowie jest największym ośrodkiem przemysłowym na Podkarpaciu? Józef Twardowski, prezes Mieleckiej Agencji Rozwoju Regionalnego przyznaje, że Mielec - podobnie jak inne średnie miasta - ma problem z emigracją młodych ludzi, którzy wyjeżdżają, by kształcić się na uczelniach w większych miastach, a potem nie wszyscy wracają. Ale to nie oznacza, że miastu grozi wyludnienie.

- Mielec jest dużym ośrodkiem przemysłowym. Działające tu firmy rozwijają się, pojawiają się też nowi inwestorzy. W mieście brakuje terenów inwestycyjnych. A to oznacza nowe miejsca pracy. Dlatego też przyszłość Mielca widziałbym w zdecydowanie jaśniejszych barwach

- mówi prezes Twardowski.

Znacznie mniej optymizmu jest w Przemyślu.

- Nie jesteśmy zdziwieni ekspertyzą PAN - komentuje raport Witold Wołczyk, rzecznik Urzędu Miasta w Przemyślu. - Od wielu lat alarmowaliśmy, że sytuacja społeczno-gospodarcza takich miast jak Przemyśl w stosunku do dużych ośrodków pogarsza się i ulegają one powolnej, lecz stopniowej degradacji, a możliwości samorządu i narzędzia do radykalnej zmiany tej tendencji są bardzo ograniczone. Na obecną sytuację miasta złożyło się wiele czynników zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Nie jesteśmy tu wyjątkiem. Podobne procesy dotyczą wszystkich miast tracących swoje funkcje, jak np. dawne miasta wojewódzkie. Od lat Przemyśl był pomijany w lokowaniu instytucji o charakterze ponadlokalnym, wiele instytucji wyprowadziło się z naszego miasta, a ich istnienie jest często impulsem dla prywatnych inwestorów.

Witold Wołczyk zaznacza, że w ostatnich latach Przemyśl bardzo znacząco poprawił infrastrukturę miejską, powstały warunki do inwestowania w mieście, także poprzez wprowadzenie preferencji dla przedsiębiorców tworzących nowe miejsca pracy, rozbudowywana jest infrastruktura turystyczna.

- Nie zmieniło to jednak radykalnie zarówno rynku pracy w naszym mieście, jak i nie zahamowało obserwowanej w wielu regionach Polski migracji, szczególnie ludzi młodych - przyznaje rzecznik.

Jak zatrzymać złe tendencje?

- Konieczne są zmiany kompleksowe, wymagające wsparcia rządu - podkreśla Witold Wołczyk. - Stąd cieszy nas powstanie Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju, a w szczególności Pakietu dla Średnich Miast. Jesteśmy przygotowani do skorzystania z dedykowanych środków, mamy pomysły, na jakie cele je wykorzystać. Mamy też nadzieję, że zapisy regulaminów poszczególnych konkursów będą nastawione na zaspokojenie potrzeb miast średnich, a więc zasady ich pozyskiwania będą inne niż w ogólnopolskich programach operacyjnych. Liczymy także na to, że po te pieniądze sięgną również podmioty gospodarcze, uczelnie. I nastąpi ożywienie naszych lokalnych podmiotów. Chcielibyśmy także powrotu do dyskusji na temat łączenia gmin, szczególnie tych słabszych, jak w przypadku naszego terenu tzw. obwarzankowych, co dałoby im większe możliwości rozwoju.

Depopulacja - jak to określa raport PAN - będzie dotyczyć nie tylko kilku miast Podkarpacia, ale całego kraju. Można powstrzymać odpływ ludności z małych i średnich miast? Szczególnie ludzi młodych, dynamicznych, żądnych sukcesu?

- Jedyna rada to inwestycje, rozwój, tworzenie możliwości na stabilny byt - komentuje Nowinom spostrzeżenia PAN psycholog społeczny dr Henryk Pietrzak.

Eksperci PAN podsuwają jeszcze jedno „koło ratunkowe”: imigranci. Ci już teraz w znacznym stopniu wspierają naszą gospodarkę i ratują nasz rynek pracy.

Andrzej Plęs

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nowiny24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.